www.radiobabilon.pl

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4
Blasco Ibanez Vicente


Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 1
" go grzmotu, przewalającego się z jednego krańca widnokręgu na drugi. Poszedł do miasteczka, jednej kupy poczerniałych rumowisk, z których tu i ówdzie sterczały nietknięte ściany, wieża bez dachu i skręcony od ognia krzyż. Nikogo również na ulicach, zaśmieconych belkami, ogarkami..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 2
" gdyby w obliczu trumny: „Panie, zabili, mi męża!", „Panie, moje dzieci; zginęło mi dwoje dzieci!", „Panie, zabrali wszystkich mężczyzn; powiadają, że dlatego, aby uprawiali ziemię w Niemczech!", „Panie, chleba, moje małe umierają z głodu!" Jedna z kobiet..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 3
" mo szorstkie i odpychające obejście. Z furgonów wyłado wano setki składanych łóżek i porozstawiano je po komnatach, a resztę, pozostałych jeszcze mebli wyrzucono na dwór. Żołnierze uwijali się, spełniając z mechaniczną szybkością wydawane im krótkie rozkazy. Apteczna woń..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 4
" czył kosze przepełnione strzępami ciała, kośćmi, całymi członkami. Tragarze tych członków szli w głąb parku, by je grzebać na placyku, gdzie Cziczi najchętniej siadywała z książką. Żołnierze dwójkami nosili przedmioty poowijane w prześcieradła i obrusy, w których..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 5
" wa zajadał kawałek chleba z mięsem. Pożądliwymi oczyma zmierzył tego człowieka o silnie rozwiniętych szczękach, pokrytych rudą brodą. Zbliżył   się z niemą prośbą, trzymając w palcach sztukę złota. Na ten widok zaiskrzyły się oczy Niemca; błogi uśmiech..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 6
" którzy rozdrażnieni tym upokorzeniem traktowali go jak równego sobie. Z rozkopanej ziemi unosił się odór nie do zniesienia. Stosy trupów leżały na krawędzi dołów. Don Marcelemu robiło się słabo. Ale z gorliwości, z jaką go napędzali dozorcy, i chytrego uśmiechu sierżanta..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 7
" się przybliżać. Niektóre wystrzały padły tak blisko, że aż szyby w oknach zadzwoniły. Jakiś wiejski zbieg schronił się do parku i udzielił wiadomości don Marcelemu. Niemcy cofali się. Niektóre z ich baterii usadowiły się nad brzegiem Marny, by spróbować nowego oporu. I zbieg..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 8
" Jego Ekscelencji odłam szrapnela wyrwał szczękę. On, profesor, widział go, jak leżał na ziemi i wył z bólu, a wydostawszy ukrytą na piersiach fotografię, całował ją ustami pełnymi krwi. Ten sam szrapnel rozszarpał profesorowi brzuch; leżał czterdzieści dwie..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 9
" tem ziemia zadrżała pod tętentem koni przechodzących koło bramy parkowej. Potem jeszcze liczne Stąpania ludzkie z pośpiechem zginęły w głębokościach parku. Świtało, gdy don Marceli wyskoczył z łóżka. Pierwsza rzecz, jaką wychodząc z domu zobaczył, była chorągiew Czerwonego..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 10
" Wtem bliski jakiś huk wstrząsnął powietrzem. Desnoyers zachwiał się, sądząc, że go ktoś uderzył pięścią w piersi. Inni ludzie w pobliżu ani drgnęli, z obojętnością przyzwyczajenia. Był to wystrzał armatni o parę kroków od niego.. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 11
" tego, rannego krajobrazu nie zobaczył absolutnie nikogo. A przecież więcej niż sto tysięcy ludzi musiało się mieścić na przestrzeni, jaką ogarniały jego oczy, i ani jednej ludzkiej duszy; same tylko drzewa i pagórki. Śmiertelne pociski, rozdzierające powietrze, nie zostawiały w..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 12
" Don Marceli objaśnił, że jest właścicielem zamku. — Francuz? — pytał dalej porucznik. — Tak, Francuz! Oficer zadumał się wrogo, czując konieczność uczynienia czegoś przeciwko temu wrogowi. Ale ruchy i krzyki innych oficerów wyrwały go z tych rozmyślań. Wszyscy patrzyli w..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 13
" Krzyża nie mogła już nadal wprowadzać w błąd artylerii francuskiej. Don Marceli nie zdążył ochłonąć ze zdziwienia, gdy nastąpił drugi wybuch, jeszcze bliżej parkanu, potem trzeci wewnątrz parku. Desnoyers'owi wydało się, że nagle znalazł się w innym świecie. Widział ludzi,..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 14
" pławiąc się w purpurze. Cała linia piechoty przylgnęła do ziemi, starając się uczynić jak najmniej widoczną. Wielu kładło sobie tornistry na głową lub na plecy, dla obrony przeciw odłamkom szrapnela. Ale wnet zmieniali postawę z niepojętą szybkością. Leżeli teraz na wznak i..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 15
" Zawrócił, biegnąc ku zamkowi. Przypomniał sobie piwnicę, gdzie spędził jedną noc w zamknięciu. I gdy się znalazł pod jej ciemnym sklepieniem, wydała mu się najwspanialszym salonem i jął błogosławić roztropność jej budowniczego. Podziemna cisza przywróciła mu słuch...."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 16
" Ale nie zastanawiał się nad tym; biegł opanowany gorączkową żądzą wydostania się na otwarte powietrze. Słońce już stało wysoko. Spędził w owych podziemnych ciemnościach więcej czasu, niż sobie wyobrażał. W ogrodzie zobaczył nowe trupy w postawach tragicznych lub pociesznych...."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 17
" znosił oporu, ale don Marceli postanowił sprzeciwić się. On? Na usługach Niemcom? Ale to trwało krótko. Otrzymał uderzenie w pierś rękojeścią rewolweru, a jednocześnie zaciśnięta dłoń porucznika spadła mu na policzek. Stary aż się zatrząsł, chciał płakać, chciał się..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 18
" Don Marceli odgadł, że śmierć dmie w nowym kierunku. Dotychczas szła od frontu ze strony rzeki, bijąc linię nieprzyjacielską rozciągniętą wzdłuż parkanu. Teraz z szybkością atmosferycznej zmiany zjawiała się z głębi parku. Zręczne przesunięcie pozycji, spożytkowanie..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 19
" wnet. Atakujący musieli padać gęsto po drugiej stronie muru. Desnoyers nie wiedział nigdy dokładnie, jak się odbyło to wtargnięcie. Ujrzał nagle czerwone spodnie w parku. Przeskoczyli niepowstrzymanym pędem mur, wypełzli z głębi zarośli. Byli to żołnierze mali, spoceni, w poroz-..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 20
" więc go dość szorstko odepchnął, a don Marceli, chcąc sobie wynagrodzić tyle dni udręczonego milczenia, jął wykrzykiwać: — Niech żyje Francja! A Francuzi byli już u bramy parkowej. Upędzali się z bagnetem w ręku za resztkami niemieckiego batalionu, uciekającego w stronę..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 21
" butę, widząc się z dala od oficerów i dyscypliny. Niektórzy, umiejący trochę po francusku, mówili o żonach i dzieciach, by zmiękczyć nieprzyjaciół, grożących im bagnetami. Jeden Niemiec podszedł prosto do Desnoyers'a, czepiając się jego ramienia. Był to rudobrody sanitariusz...."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 22
" te padło. Prostokąty ziemi ubitej oznaczały miejsca, gdzie stały baterie nieprzyjacielskie przed odwrotem. A tu i ówdzie stosy zwęglonych ciał ludzkich i końskich, spalonych przez Niemców w noc poprzedzającą odwrót. A mimo to ilość obustronnych trupów nie miała granic. Rzec by..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 23
" „Zginiemy po zwycięstwie — myślał don Marceli — zaraza nas wydusi." Woda w strumieniach zdawała się być rozsadnikiem zgnilizny. Ale pragnienie wzięło górę. Gdy, napiwszy się, podniósł głowę, ujrzał jakieś nogi zielonawe, sterczące z nadbrzeżnego błota. Na dnie..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 24
" drzwiczki uciekające przed nim z zawrotną szybkością owe pola zgrozy. Dążył do życia ludzkiego.. wracał do cywilizacji. Gdy wjechali do Paryża, puste ulice wydały mu się pełnymi gwaru i ruchu. Nigdy stolica nie ukazała mu się tak piękną.. Zobaczył Operę, zobaczył Plac Zgody;..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 25
" Pochwycił go w objęcia, płacząc jak dziecko, czując, że nogi uginają się pod nim. Zawsze spodziewał się, że dojdą do porozumienia. To była jego krew; ten dobry na wskroś chłopiec, którego jedyną wadą była pewna krnąbrność i zawadiactwo. Przebaczył mu w tej chwili całą..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 26
" CZĘŚĆ TRZECIA   ROZDZIAŁ I PO MARNIE   W końcu października rodzina Desnoyers'ów wróciła do Paryża. Donia Luiza nie mogła już wytrzymać w Biarritz z dala od męża. Na próżno „romantyczka" mówiła jej o niebezpieczeństwach powrotu. Rząd wciąż..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 27
" stwie, jakie im groziło. Ludzie radowali się, lecz spokojnie. Sześć tygodni wojny zmieniło charakter hałaśliwego, wrażliwego Paryża. Wracało jednak wszystko do normalnego życia. Ulice napełniały się przechodniami, otwierały się sklepy. Mieszkańcy, przywyknąwszy do klasztornej..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 28
" Z macierzyńskim egoizmem ogniskowała je w jednej tylko osobie, w swoim synu, który był żołnierzem jak inni i może w tej chwili znajdował się w niebezpieczeństwie. Ileż łez ją to kosztowało! Tak się modliła gorąco, by ci dwaj, ojciec i syn, pojednali się, a gdy wreszcie Bóg..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 29
" ną drogę. To było wszystko. Ona znała poglądy różnych wojskowych krajów neutralnych; rozmawiała w Biarritz z osobami wielce kompetentnymi; wiedziała, co piszą dzienniki niemieckie. Nikt tam nie wierzył w ową Mamę. Publiczność nie słyszała nawet o tej bitwie. Twoja siostra to..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 30
" Niemiec. Należało jej powrócić do swoich.. Dziękuje bardzo za dobroć, jaką jej okazała rodzina. Desnoyers pożegnał ją ironicznie: ukłony Hartrottowi; rad będzie odwiedzić go kiedy w Berlinie. Pewnego dnia z. rana donia Luiza, zamiast iść do kościoła na Placu Wiktora Hugo,..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 31
" Zaczęli mówić o nieobecnym. Udzielili sobie wzajemnie wiadomości o nim. Donia Luiza powtórzyła dosłownie treść listów, tylokrotnie odczytywanych. Argensola powstrzymał się skromnie od tego. Obaj przyjaciele posługiwali się stylem epistolarnym, który byłby wywołał rumieniec na..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 32
" Chcąc się mu za to poniekąd odwdzięczyć, uznała za wskazane zainteresować się jego osobą.. Co porabiał w ostatnich czasach? — Ja, proszę pani, byłem tam, gdziem był powinien być! Nie ruszyłem się stąd. Przeżyłem na miejscu „oblężenie" Paryża. Pod wpływem rozczytywań..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 33
" ków. Widział więc żądny wrażeń przyjaciel Juliana oddziały spahisów, w ich teatralnych mundurach, jadących na śmigłych, nerwowych konikach; widział strzelców marokańskich w żółtych turbanach, strzelców z Senegalu, o twarzach czarnych i czerwonych czapkach,. artylerzystów..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 34
" Ona potakiwała, jak gdyby sama była przy tym, a odchodząc ofiarowała mu się z pomocą. Był przyjacielem jej syna i nawykła do jego próśb.. Czasy się zmieniły, don Marceli był teraz bezgranicznie hojnym. Ale cygan przerwał jej z pańskim gestem: żył w dostatkach. Julian..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 35
" kich mężczyzn zdatnych do boju. on wziął karabin i nie wzywany wsiadł z innymi urzędnikami ze swego biura. Widział tylko dym, domy spalone, zabitych i rannych. Ani jeden Niemiec nie przeszedł mu przez drogę, wyjąwszy oddział jeńców ułanów. Leżał kilka godzin nad brzegiem..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 36
" Kończyła się służba pomocnicza!.. Za dwa dni jedzie na wojnę. — Tyś to uczynił! — wykrzyknęła Cziczi. — Tyś to uczynił! Patrzyła na niego blada, z oczyma rozszerzonymi, które zdawały się pożerać go z zachwytu. — Pójdź, mój mały!.. Pójdź tutaj, słodki..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 37
" jego niespodziewane pojawienie się w pracowni przejęło go wielkim niepokojem. Czego sobie życzy ten straszliwy, jegomość? Ale przypatrzywszy mu się ukradkiem, nabrał otuchy. Don Marceli postarzał się bardzo od początku wojny. Nie miał już tej strasznej i upartej miny, jaką..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 38
" nym. Tak, wszystko Julka. I, ojciec chodził od obrazu do obrazu, zatrzymując się z oznakami zachwytu przed największymi bohomazami, jak gdyby odgadywał w nich piętno, geniuszu. — Ma talent, prawda? — pytał błagalnie. — Zawsze wiedziałem że ogromnie zdolny. Trochę szaławiła,..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 39
" by na nie widzianego — wydawały mu się pełnymi. zalet i powabów. Te niespodzianki i połączone z nimi niepokoje sprawiły, że malarzowi była czasem nie na rękę nowa przyjaźń. Przykrzyły mu się też ciągłe zaproszenia na obiad, jakimi go stary zamęczał. Jedzenie u Desnoyersów..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 40
" żalu myślał o zniszczonym zamku. Lęk go obejmował na myśl, że może się da skusić do jakichś nowych zakupów. Nie, lepiej pozostać tutaj. To „tutaj" była zawsze pracownia Juliana. Argensola pracował w obecności don Marcelego. Wiedział, że stary nie znosił ludzi bezczynnych;..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 41
" rzekł dygnitarz. — Ani oni, ani ich przyjaciele nie przypominają sobie nawet, że się chcieli rozwodzić. Rozpoczęliśmy wszyscy nowe życie. I zdaje mi się, że tych dwoje szczęśliwsi są teraz niż kiedykolwiek. Desnoyers własnymi oczyma patrzył na to szczęście. I on, człowiek..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 42
" sobie w wojsku, pamiętali o nich, ale z biegiem czasu przyzwyczaili się do ich nieobecności, jak do czegoś, co, zacząwszy być czymś wyjątkowym, stawało się normalnym. Z początku wojna odbierała sen, apetyt, zatruwała każdą przyjemność. Nie mówiono o niczym innym. Teraz..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 43
" jąc kobiety i dzieci, były to rzeczy, wobec których bladły zamachy rewolucjonistów, budzące niegdyś tak wielkie jego oburzenie. — I pomyśleć — mawiał — że rozdzieraliśmy szaty, jak gdyby świat miał się zapaść dlatego, że ktoś rzucił bombę na jakiegoś dygnitarza! Ci..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 44
" — Ale siły ludzkie — ciągnął dalej Czernow — mają swoje granice, a. Francuz przy całym swoim zapale jest człowiekiem jak inni. Naprzód pośpieszny marsz ze wschodu na północ, by stawić czoło najazdowi przez Belgią; potem walki; potem błyskawiczny odwrót, by..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 45
" — Niewątpliwie, lecz komu wiadomo kiedy?.. I jak będą wyglądali, jedni i drudzy w chwili rozstrzygającej?.. To pytanie. Co do niego, wierzył w zakończenie raptowne i najmniej spodziewane, wynikające z wyczerpania jednej z walczących stron, wyczerpania ukrywanego jak najtroskliwiej do..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 46
" powrotem do despotyzmu, do gwałtu, do barbarzyństwa najpierwotniejszych epok historii. Tu wyraził życzenie unicestwienia przedstawicieli tego kierunku, ale to wcale nie miało na celu wytępienia narodu niemieckiego. — Ten naród posiada wielkie zalety pomieszane ze złymi..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 47
" — Każdy z nich — ciągnął dalej Rosjanin — nosi na plecach skład otrzymanych kułaków i pragnie pocieszyć się, oddając je z kolei tym nieszczęśnikom, nad jakimi wojna przysądzi mu władzę. Ten naród ,,panów", jak się sami nazywają, chce być panami, ale.. poza obrębem..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 48
" dla pierwiastka cywilnego. Zawsze byli wrogami parlamentaryzmu. — A przy tym Joffre jest nieubłagany. Nie chce ciekawych.. Jutro pomówię z prezydentem. W parę dni potem przyszedł na Avenue Victor Hugo z wyrazem zadowolenia na twarzy, co napełniło radością don Marcelego. — Jest?..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 49
" Czernow uśmiechnął się również, ale uśmiech jego był melancholijny. —- Nie. Bestia nie zdycha. To wieczysta towarzyszka człowieka. Kryje się, ociekając krwią czterdzieści.. sześćdziesiąt lat.. wiek cały, ale znów się ukazuje. Jednego tylko możemy pragnąć, żeby jej rana..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 50
" ciągnęły się olbrzymie kałuże, wszystkie jednakie, z geometryczną regularnością, wszystkie okrągłe, które wydały się Desnoyers owi podobne do miednic zagłębionych w ziemię dla użytku owych niewidzialnych tytanów, co wycięli las. Ich ogromna głębia zaczynała się tuż przy..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 51
" wali się na prost pozycji nieprzyjacielskiej, automobil mógł ściągnąć ich uwagę. — Trochę męczące to wejście — mówił dalej. — Odwagi, panie senatorze. Jesteśmy już blisko. W drodze mijali się z żołnierzami artylerii. Wielu z nich za cały wojskowy strój mieli tylko..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 52
" objaśnień, zerkając na prawo i na lewo w nadziei, że zobaczy syna. Jemu tylko o Renégo chodziło. Ale pomny na urzędowy pozór podróży szedł od armaty do armaty, jakby nic innego na świecie dla niego nie istniało. Obsługa dział pokazywała im pociski: wielkie, owalne walce wydobyte..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 53
" noyers owi wydało się, że widzi szefa jakiegoś „rejonu" w. wielkich magazynach paryskich. Obejście jego było nad wyraz ugrzecznione; słodki głos zdawał się przepraszać za każdym słowem, jak gdyby zwracał się do klientek, przedstawiając im ostatnie nowości. Ale to wrażenie..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 54
" kilka widoków pozycji nieprzyjacielskich. Według ich wiadomości obozują w lasku dwa pułki niemieckie. Don Marceli podniósł szkła do oczu i. ujrzał przez nie czarną kreskę, podobną do grubo nakreślonej atramentem linii. Był to ów, lasek, schronisko nieprzyjaciół. — Kiedy..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 55
" Minęło sporo czasu i obaj przyjaciele sądzili; że zginął gdzieś w przestrzeni. „Nie wybuchł.. nie wybuchł.." — myśleli. Nagle na widnokręgu, ściśle we wskazanym punkcie, ponad linią lasku, wykwitł olbrzymi słup dymu, niby ruchoma wieża czarnej mgły, a potem..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 56
" Wnet zmąciła się i zafalowała atmosfera. Obaj przyjaciele zachwiali się na nogach, jak gdyby ich kto pięścią w kark uderzył. Wydało im się w pierwszej chwili, że Niemcy zaczęli strzelać, ale to byli Francuzi. Słup dymu podniósł się z lasku o jakieś dziesięć metrów od nich...."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 57
" Cziczi! I jął rozpytywać o wszystko, co się jej tyczyło, pomimo częstych listów, jakimi go zasypywała. Tymczasem senator, powściągnąwszy wzruszenie, wystąpił z przemową do syna. Pozdrawiał w nim żołnierza noszącego świetne nazwisko rodu, co nastręczyło zacnemu dygnitarzowi..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 58
" będą strzelać? Posłuszny świętemu instynktowi samoząchowawczemu i popchnięty jednocześnie przez syna, znalazł się w „zakrywce" baterii. Nie chciał zapuszczać się. w głąb. Pozostał u wejścia, ciekawość bowiem wzięła . w nim górę nad obawą. Usłyszał z rzadką..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 59
" i ogień w tysiącznych płomykach, ogarniających wszystko dokoła. Pocisk musiał wybuchnąć gdzieś blisko, może na samym placyku bateryjnym. Wyszedł co prędzej z „zakrywki", myśląc, że ujrzy straszliwy widok poszarpanych trupów, i zobaczył syna, który uśmiechał się..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 60
" — Żegnaj, synu mój!.. Powodzenia.. Pamiętaj, kim jesteś. I ojciec rozpłakał się w objęciach syna. Ubolewał w milczeniu nad krótkością spotkania; myślał o niebezpieczeństwach czyhających na jedynaka w każdej chwili i na każdym miejscu. Gdy René zniknął, obaj oficerowie..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 61
" Senatorowi zaś wydawało się, że szeregi armat zawodziły jakiś jednotonny, dziki śpiew, podobny do tych, jakimi musiały być hymny wojenne ludzkości w czasach przedhistorycznych. Ta muzyka tonów suchych, ogłuszających, gorączkowych, budziła w nich obydwóch coś, co śpi na..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 62
" wali się starzy w pełni młodości. Radość ich z powrotu do obozów po tygodniu okopów zaludniała ciszę wieczorną śpiewem, któremu towarzyszyło głuche stukanie nabijanego gwoździami obuwia. W fiołkowym zmierzchu męski ten chór szedł przy dźwiękach hardych strof Marsylianki..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 63
" wielkie historyczne wędrówki ludzi, tylko bez kobiet i dzieci. Tu byli sami mężczyźni. Wszystkie rodzaje pomieszczenia, jakimi posługiwała się ludzkość, poczynając od pieczary, znalazły tu swoje zastosowanie. Piwnice i kamieniołomy służyły za koszary. Gdzie indziej sklejone..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 64
" dzie przechodzący drogą byli wojskowymi. Każdemu zaprzęgowi towarzyszył żołnierz. Automobil zatrzymał się w pobliżu jakichś zburzonych i poczerniałych od pożaru domów. — Przyjechaliśmy — rzekł oficer. — Teraz trzeba będzie iść trochę pieszo. Senator i jego..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 65
" . Byli w szczerym polu. Zostawili za sobą kupę zgliszcz zasłaniającą wejście. Szli dziwacznie, w ciągłych zygzakach, zakrętach, kątach, jak gdyby linia prosta była tu obrzydzeniem. Inne drożyny, niemniej zawikłane, rozchodziły się od tej głównej arterii, która była środkową..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 66
" W flali słychać było tłumne, suche dźwięki, jak gdyby na końcu tej drogi znajdowała się strzelnica i jak gdyby jakieś liczne zgromadzenie bawiło się w trafianie do gołębi. Poranek był wciąż mglisty i lodowaty. Pomimo wilgotnego powietrza jakiś lekko brzęczący bąk przeleciał..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 67
" skawszy grunt, walczący, którzy spędzili w nich zimę, postarali się zaprowadzić w nich pewne ulepszenia. W górze, nad otwartymi wąwozami, pokładli w poprzek belki ze zburzonych domów, na nich deski, drzwi, okna, a jeszcze na tym wory z ziemią, pokryte warstwą murawy, co nadawało..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 68
" Don Marceli niecierpliwił się na widok tylu mężczyzn, nie ujrzawszy pomiędzy nimi syna. Senator, zrozumiawszy jego spojrzenie, zwrócił się do dowódcy, który poprzedzał go z oznakami wielkiego uszanowania. Ten musiał uczynić pewien wysiłek pamięciowy, aby sobie przypomnieć, kto..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 69
" wychylając głowę, by popatrzeć jednym okiem. Zobaczyli głęboką jamę i przeciwległy brzeg gruntu. W niewielkiej odległości szereg drewnianych iksów; połączonych kolcza stymi drutami, tworzył ścisłe sklepienie. O sto metrów dalej drugie sklepienie. Cisza panowała tu głęboka;..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 70
" Desnoyers zauważył na jakichś drzwiach marmurowego Chrystusa, pożółkłego przez lata, a może przez wieki: dziedziczną pamiątkę, przechodzącą z pokolenia na pokolenie, która musiała być świadkiem wielu zgonów.. W innej piwnicy spostrzegł na miejscu widocznym końską podkowę o..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 71
" ten machnął ręką obojętnie, jak gdyby mu ofiarowywano zabawkę. Nigdy nie był tak bogatym jak w danej chwili. Miał dużo pieniędzy w Paryżu i nie wiedział; co z nimi począć: na cóż mu się tu one zdały? — Przyślij mi cygar, tatusiu.. Dla mnie i dla kolegów. Otrzymywał..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 72
" si. Ci, oo pozostaną przy życiu, będą mogli dokonać wielkich rzeczy. Tak, był zadowolony. Po raz pierwszy zaznał rozkoszy użyteczności, przekonania, że przydaje się na coś, że przejście jego przez świat nie będzie bezowocnym. Przypomniał sobie z żalem tego Juliana Desnoyers a,..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 73
" Nie przechodzili już żołnierze. Wszyscy pobiegli zająć swoje miejsca, jak na okręcie gotującym się do bitwy. Julian chwycił karabin, który postawił przy ścianie. W tej samej chwili zakotłowało się trochę prochu nad głową jego ojca, uczyniła się mała dziurka w ziemi...."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 74
" mu w duszy. I, niby echo tych błogich zapewnień, Desnoyers powtarzał sobie: — Nie ma takiego, kto by go zabił.. Powiada mi to serce, które mnie nigdy, nie myli.. Nie ma takiego, kto by go zabił! ROZDZIAŁ IV NIE MA TAKIEGO, KTO BY GO ZABIŁ W cztery miesiące potem ufność- don..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 75
" A donia Luiza potakiwała: — Zawsze był twoim żywym portretem. Don Marceli pławił się w rozkoszach chluby i dumy przez te dwa tygodnie. Podporucznik Desnoyers nie mógł wyjść sam na ulicę. Zaledwie nałożył w przedpokoju ciemnobłękitny, płaski kask, który teraz w okopach..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 76
" ko jakaś kobieca znakomitość była godną Julka; jego duma ojcowska nie godziła się na nic mniej.. I nigdy mu nie przyszło do głowy, że Julek był z Argensolą w jakimś music-hall'u albo w kinematografie, używając monotonnych i niewybrednych rozrywek Paryża, osmuconego wojną,..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 77
" Skoro tylko przyszedł jaki gość odwiedzić młodego wojaka, stary wnet występował z prośbą: — Opowiedz, jak cię zranili.. Opowiedz, jak zabiłeś niemieckiego kapitana. Julian wymawiał się z przykrością. Miał już dosyć swojej własnej historii. Aby zadowolić ojca, opowiadał..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 78
" koni. Wyprowadzano je z areny z wyprutymi wnętrznościami i poddawano na podwórzu szybkiemu leczeniu, aby mogły wrócić na piasek z pokrzepionymi sztucznie siłami. Powtarzało się to kilkakrotnie, aż wreszcie ostateczne uderzenie rogów kładło kres ich męczarniom.. Widok świeżo..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 79
" z jej wnętrzności. Trzeci syn raniony był w Polsce . Obie córki straciły narzeczonych, a jej rozdzierało się serce na widok ich niemej boleści. Von Hartrott był wciąż prezesem różnych patriotycznych stowarzyszeń i tworzył świetne plany, osnute na przyszłym zwycięstwie, ale..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 80
" dnia, wróciwszy do domu, ujrzał donie Luizę wystraszoną, łamiącą ręce: — Moja córka, Marceli!.. Moja córka! Cziczi leżała na kanapie w salonie, zielonawoblada, z oczyma uparcie wpatrzonymi w przestrzeń, jak gdyby tam kogoś widziała. Nie płakała, tylko suche łkanie..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 81
" Narzeczona pośpieszyła do szpitala z przyszłym teściem i matką. Potem zjawiała się sama, upierając się, żeby. stamtąd wcale nie wychodzić, wojując z zakonnicami i sanitariuszkami. które budziły w niej nienawiść współzawodnictwa. Ale przekonawszy się, że tą drogą..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 82
" przy przejściu środkiem alei automobiliści i stangreci nie zatrzymywali się, by dać wolną drogę inwalidzie. „Bezwstydne kryjaki!". Burzyła się w niej ta sama złość kobiet z ludu, które w swoim czasie urągały Renému, widząc go zdrowym i szczęśliwym. Drżała z zadowolenia i..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 83
" kilkunastu osób, René przeprowadził się do domu na Avenue Victor Hugo. Don Marceli o czym innym marzył dla córki: o hucznym weselu, o którym rozpisywałyby się dzienniki, o zięciu mającym przed sobą świetną przyszłość. Ale cóż! Wojna! Wszystkim się ona dała we znaki...."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 84
" niu. Spodziewał się lada dzień awansu i przedstawiono go do Legii Honorowej. Don Marceli widział się w przyszłości ojcem młodego generała, jak to było za czasów Rewolucji. W tak nadzwyczajny sposób wojna pokierowała karierą jego syna. Wracając do domu, rozminął się z Margaritą..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 85
" ciec wysuwając się z objęć żony padł na kanapę a stamtąd stoczył się na ziemię z oczami szklanymi i toczącą się z wykrzywionych ust pianą. I po wspaniałych apartamentach rozległ się jeden wielki niewysłowiony jęk, i przedostał się przez drzwi aż na majestatyczne i samotne..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 86
" Donia Luiza spoglądała w milczeniu na żałobną równinę, a usta jej poruszały się lekko nieustanną modlitwą. Cziczi obracała na wszystkie strony rozszerzone zdumieniem oczy. Wydawała się wyższą, silniejszą, pomimo zielonawej bladości powlekającej jej twarz. Obie z matką były w..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 87
" nierzy, którzy brali udział w bitwie, służył. im za przewodnika siedząc obok szofera. René raz po raz spoglądał na mapę rozłożoną na kolanach i zadawał pytania żołnierzowi. Ten, chociaż pułk jego bił się w pobliżu batalionu Juliana, nie mógł zorientować się dokładnie w..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 88
" Automobil stanął. René wysiadł tuż za żołnierzem, żeby odczytywać napisy na krzyżach. Może tu właśnie leżeli polegli pułku, którego szukali. Cziczi wysiadła także machinalnie, zawsze gotowa opiekować się mężem. W każdej mogile spoczywało po kilku ludzi. Ilości trupów..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 89
" Z jednej strony na nieprzeliczonych grobach francuskich napisy pojedyncze, liczbowe: jeden, dwóch,, trzech poległych. Z drugiej na mogiłach z rzadka rozsianych, bez żadnych przyozdobień, cyfry druzgocące swym lakonizmem: 200.. 300.. 400.. Don Marceli doznał uczucia jakiejś okropnej..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 90
" stwo nad brunetem, pragnęli ujarzmić wzgardzonego południowca i raz na zawsze .władzę nad. światem włożyć w ręce Germanów, tej „soli ziemi", tej „arystokracji ludzkości": Wszystko, co w historii miało jakąś wartość, było niemieckie. Starożytni Grecy byli pochodzenia..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 91
" sytetów niemieckich. Wołał stokroć dziecinne i skromne barbarzyństwo dzikiego człowieka niż wyrafinowane, okrutne i chłodne barbarzyństwo ambitnego mędrca germańskiej marki. Toteż jedynymi nieprzyjaciółmi, którzy budzili w nim politowanie, byli prości, ciemni żołnierze gnijący..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 92
" z innymi jego towarzyszami, snującymi podobne rojenia. Desnoyers wyobrażał sobie niecierpliwość kobiet po drugiej stronie Renu, które czekały i czekały. Wykazy zmarłych nie podawały czasem wszystkich nazwisk. I listy szły aż do niemieckich frontów; listy, jakich nigdy nie miał..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 93
" eksplodował mu w rękach. Ale wieśniak nie zna strachu, gdy mu chodzi o przyszłe pożywienie, i posuwał się dalej w prostej linii, zawracając jedynie, gdy dochodził do jakiegoś widocznego grobu. Zagony rozdzielały się pobożnie, otaczając swą falistością niby wyspę te kępy ziemi..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 94
" Z dala dał się słyszeć głos ojca: — Jeszcze nie? Oboje starzy niecierpliwili się, pragnąc co najprędzej odnaleźć grób syna. Minęło pół godziny na bezowocnych poszukiwaniach. Wciąż nazwiska nieznajome, bezimienne krzyże lub napisy noszące cyfry, innych pułków. Don Marceli..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 95
" wzmacniające ćwiczenia z bronią i boks, lodowate tusze, wytworne perfumy.. wszystko po to, żeby zgnić na jakimś polu żyta jak kupa gnoju, jak bydlę robocze, które grzebią na tym samym miejscu, gdzie zdechło przemęczone. Byłby zabrał stąd natychmiast swego syna i rozpaczał, że..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 96
" ale bez gniewnych wybuchów, z bezbrzeżnym smutkiem tylko... I nie zobaczy go już nigdy! Byłoż to możliwym? Cziczi przerwała swą obecnością bolesną zadumę rodziców. Pobiegła do automobilu i wróciła z całym naręczem kwiatów. Zawiesiła wieniec na krzyżu; położyła olbrzymią..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 97
" I nagle przez tajemnicze skojarzenie wyobrażeń wydało mu się, że czyta w myślach tej łkającej u jego stóp kobiety. Matka pod wpływem własnych nieszczęść wywołała w duszy wspomnienia cudzych nieszczęść. Ona także patrzyła w dal. Wydawało jej się, że tam poza linią..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 98
" przed sobą jakie parę miesięcy życia. A ta jego biedna, wierna towarzyszka, modląca się u jego stóp, także prędko pójdzie za nim. Takiego ciosu, jaki ich dosięgnął, przeżyć nie można. Nie mieli już co robić na tym świecie. Córka ich myślała tylko o sobie, o stworzeniu..."

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 4 - strona 99
" — Pójdź tutaj — rzekła Cziczi nakazujące. — Chcę ci coś posiedzieć. A gdy stanął tuż przy niej, zarzuciła mu race na szyję, przytuliła go do ukrytych pąków piersi, tchnących wonią życia i miłości, całowała go namiętnie w same usta, niepomna już na brata, nie widząc..."