Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 3 - strona 86
ciach. Hrabia uśmiechnął się z lekceważeniem artysty na wspomnienie dowódcy intendentury, obarczonego urzędową grabieżą.
— Co za osioł! Zostawił to, bo w jego przekonaniu stare i brzydkie!
Tu spojrzał prosto w oczy właścicielowi zamku:
— Panie Desnoyers, sądzę, że nie. popełniam żadnej niedyskrecji, a nawet wyobrażam sobie, że uprzedzam pańskie życzenia, oświadczając panu, że te meble ja sobie zabieram. Będą one pamiątką naszej znajomości, więcej powiem, dowodem naszej przyjaźni, zaczynającej się teraz . Jeżeli one tu zostaną, grozi im niebezpieczeństwo zniszczenia. Wojskowi nie są obowiązani być artystami. Ja przechowam te cenne rzeczy w Niemczech i pan będzie mógł obejrzeć je, ilekroć zechce. Teraz wszyscy będziemy zjednoczeni.. Mój przyjaciel cesarz ogłosi się panującym Francuzów.
Desnoyers milczał. Cóż miał odpowiedzieć na to spojrzenie okrutnej ironii, jakim ów wielki pan podkreślał swoje słowa?
— Po skończonej wojnie przyślę panu upominek z Berlina — dodał hrabia protekcjonalnie.
I na to nic nie odpowiedział Desnoyers: Spojrzał tylko na ściany, na puste miejsca po kilku małych obrazkach pędzla sławnych mistrzów XVIII wieku. Przedstawiciel intendentury musiał je również zlekceważyć, jako bezwartościowe, ale uśmieszek hrabiego zdradził, kto ten. błąd naprawił.
Kilka flakonów z perfumami, wziętymi z garderoby pań, stało na kominku.
— Co to za niechlujstwo ta wojna! — rzekł hrabia. — Dziś rano mogłem się wykąpać po raz pierwszy od tygodnia. Przed wieczorem wezmę" drugą kąpiel. A propos, drogi panie, te perfumy są dobre, ale nie są wytworne. Kiedy będę miał przyjemność przedstawić się paniom,