www.radiobabilon.pl

Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 3 - strona 62
bo obowiązkiem jego było pilnować swej własności. Zresztą było już za późno myśleć o takich rzeczach.
Nagle wydało mu się, że w ciszy rannej ktoś jak by rozdarł twarde płótno.
— Strzelają, proszę pana — rzekł odźwierny. — To salwa. Pewno ha rynku.
W kilka chwil potem ujrzeli nadbiegającą kobietę z miasteczka, staruszkę o wyschniętych, sczerniałych członkach, zadyszaną i rzucającą dokoła obłąkane ze strachu spojrzenia.. Uciekała, sama nie wiedząc gdzie, w instynktownym poczuciu niebezpieczeństwa. Desnoyers i odźwierny z żoną wysłuchali jej opowiadania, przerywanego czkawką strachu.
Niemcy byli w Villeblanche. Naprzód wpadł całym pędem automobil i przeleciał z krańca w kraniec miasteczka, strzelając z mitraliezy na chybi trafi do zamkniętych domów i otwartych okien, wywracając napotykanych po drodze ludzi. Stara roztworzyła ręce ruchem zgrozy.. Zabici.. wielu zabitych.. rannych.. krew. Następnie inne opancerzone samochody wjechały na rynek, a wraz z nimi jeźdźcy, bataliony piechoty, nadciągające ze wszystkich stron. Żołnierze w kaskach byli wściekli; oskarżali mieszkańców, że strzelali do nich. Na rynku zbili mera i kilku sąsiadów, którzy wyszli na ich spotkanie. Poturbowali także proboszcza niosącego duchową pomoc konającym. Wszyscy wzięci. Niemcy mówili, że ich rozstrzelają.
Hałas kilku zbliżających się automobilów przerwał mowę starej.
— Otworzyć bramę — rozkazał właściciel odźwiernemu.
Otwarto bramę i już jej nigdy nie zamknięto. Prawo własności przestało istnieć.
U drzwi wchodowych stanął olbrzymi zakurzony auto-
mobil zapchany ludźmi. Za nim ozwały się trąbki innych,
które zatrzymywały się w pobliżu. Desnoyers ujrzał wy-