Czterech jeźdźców Apokalipsy cz. 2 - strona 37
nie do zniesienia. W rozprażonej i przesiąkłej dymem atmosferze goście wrzeszczeli i śpiewali, potrząsając małymi chorągiewkami. Intonowano chórem wszystkie hymny minione i obecne przy akompaniamencie kieliszków i talerzy. Publiczność nieco kosmopolityczna czyniła przegląd narodów europejskich, by pozdrawiać je okrzykami zapału: „Niech żyje!. Wszyscy, absolutnie, wszyscy będą po stronie Francji".
Jakieś stare małżeństwo siedziało przy stoliku tuż obok dwóch przyjaciół. Byli to rentierzy wiodący życie spokoju i mierności, którzy nie pamiętali, żeby kiedykolwiek byli poza domem o tej porze i nie przewracali się
Darmowa reklama:
Maszyny pakujące sprzedaż
Tylko teraz - na wyciągnięcie ręki - Maszyny pakujące sprzedaż - sprawdzone firmy.
www.polpak.pl
jeszcze na drugi bok w porządnie zasłanych łóżkach. Porwani ogólnym zapałem wyszli na bulwar „przypatrzyć się z bliska wojnie". Cudzoziemski język, jakim posługiwali się obaj sąsiedzi, dał mężowi wysokie wyobrażenie o ich godności.
— Panowie myślą, że Anglia pójdzie
z nami? Argensola wiedział tyle, co i on, ale odpowiedział z całą pewnością:
— Niewątpliwie, to rzecz postanowiona. Stary powstał:
— Niech żyje Anglia!
I zachęcony pełnym uwielbienia wzrokiem małżonki, zanucił jakąś zapomnianą patriotyczną piosenkę, akcentując gestami refren, który mało kto zdołał powtórzyć. - Obaj przyjaciele musieli wrócić piechotą do domu. Nie spotkali ani jednej dorożki lub automobilu, który by ich chciał zawieźć, wszystkie jechały w przeciwnym kierunku: na dworzec. Obaj byli w złym humorze, ale Argensola nie umiał iść w milczeniu.
— Ach! Kobiety.!
Julian znał jego bardzo przyzwoity stosunek, trwający już kilka miesięcy, z pewną midinette'ką z ul. Talbot. Spędzali oboje niedziele w okolicach Paryża, czasem szli do kinematografu, unosili się nad subtelnościami powieści