Cześnikówny cz. 2 - strona 58
nigdy. Zaczepiał go ze stron różnych i słowa dobyć nie mógł.
Dopiero na wychodnym Hochwarth jakby mimo woli odezwał się:
— Lecz że też tego łotra ani śladu, ani trupa znaleźć, ani poszlaki po nim dopytywać nie można! Nie miał pieniędzy uciekając nad te, które ja mu dałem, nie mógłby nimi długo żyć...
Chaim ramionami ruszył.
— Jestem pewny — dokończył generał — że on tu ma przyjaciół, co o nim wiedzą, że Cyrkiewicz z nim w potajemnych stosunkach, a plenipotent także... że
Darmowa reklama:
Osłona twarzy przeciwodpryskowa
Tylko teraz - na wyciągnięcie ręki - Osłona twarzy przeciwodpryskowa - sprawdzone firmy.
www.marketbhp.pl
mu grosza dosyłają. Żeby też się niczym nie zdradzili, żeby ich złapać na uczynku nie
można? Niepojęta rzecz! — I stuknął pięścią o stół...
Chaim popatrzył.
— Niech no jaśnie pan poczeka, a ma cierpliwość, to się jeszcze wszystko inaczej obrócić może...
I pożegnawszy go, poważnym krokiem wyszedł z izby.
Wieczór był letni, parny, ale pogodny, słońce zachodziło wśród piętrzących się i kłębiących chmur, powyzłacanych z jednej strony, podszytych liliowo z drugiej, obrębionych u dołu krwawymi frędzlami. Gdzieniegdzie wśród tych pozaokrąglanych obłoków wyciągały się już długimi pasami sinymi i kładły na spoczynek nocny opary wieczorne. Nad błotami, jak by w nich kipiało, mgły muślinowe wlokły się i kołysały. Jaskółki zwijały się chmurami górą, to opadały na dół i szybowały do gniazdek. W krzewach słychać było gwarne gospodarstwo na gniazdkach, w których strawę dzielono i zabierano się do snu.
W głębi lasu było cicho, wierzchołki sosen kołysały się z wolna, dołem spało już wszystko. Promienie