Cześnikówny cz. 2 - strona 21
z dawnej służby przyniósł z sobą. Coś go tknęło, poszedł się guzikom przypatrywać, po chwili zdziwiony zapytał:
— A to się tu skąd wzięło?
Mikołaj, przyczajony czy śpiący, nic nie odpowiedział; Pawlicha powoli objaśniła, że to była z dawnej służby liberia.
Posłyszawszy to podróżny szybko do łóżka podszedł i schylił się nad nim. Mikołaj do ściany odwrócony, udawał, że usnął. Stojąc nad nim, przybyły zawołał:
— Hej, mospanie,
Darmowa reklama:
Katalogowe projekty domów
Tylko teraz - na wyciągnięcie ręki - Katalogowe projekty domów - sprawdzone firmy.
www.galeriadomow.pl
obróć no się, mam się spytać o coś!
Na to nie było odpowiedzi. Pokiwał pytający głową, poczekał trochę, a że człek był jakiś impetyczny, pochwycił leżącego za kark i ku sobie przyciągnął. Mikołaj krzyknął, a ów gość jeszcze głośniej .
— A widzisz, nie skryć ci się przede mną!
Baba, która była tej sceny świadkiem, nie wiedziała, co myśleć, sądząc, że szatan na koniu czarnym po duszę pana Mikołaja przywędrował.
Chory odwrócił się, oczy niby przecierał i niezrozumiale coś bąkał.
— Cóżeś to nie poznał mnie? — groźnie zapytał stojący nad łóżkiem — może po głosie dawnego pana przypomnisz sobie...
Mikołaj dopiero teraz cichuteńko począł:
— Dajcież mi choć skonać spokojnie. Widzicie, żem chory...
— Nic ci nie uczynię, ale ze szczęśliwego trafu, co mnie tu sprowadził, muszę korzystać, boś mi znikł i odszukać cię nie było sposobu.
Mikołaj milczał i stękał tylko.