Czas odnaleziony cz. 1 - strona 77
mi ma coś do zarzucenia, na przykład źle zamykam drzwi, i trele-morele, i trele-morele" — Franciszka mniemała zapewne, iż tylko jej niekompletna edukacja pozbawiała ją aż dotąd owego pięknego nawyku. I słyszałem, jak z warg, na których ongi kwitła najczystsza francuszczyzna, padało po kilka razy na dzień: „I trele-morele, i trele-morele."
Ciekawe zresztą, jak nie tylko wyrażenia, lecz i myśli mało zmieniają, się u jednej i tej samej osoby. Kamerdyner, nawykłszy oznajmiać, że pan Poincaré ma złe zamysły, nie dla pieniędzy, ale dlatego że chciał absolutnie wojny, powtarzał to po ładnych parę razy na dzień wobec audytorium
Darmowa reklama:
Gps
Tylko teraz - na wyciągnięcie ręki - Gps - sprawdzone firmy.
www.swiatgps.com.pl
osłuchanego z tym już, lecz zawsze w równej mierze zainteresowanego. Nie zmieniał ani jednego gestu, ani jednego słowa, nie zmieniał też intonacji. I choć trwało to tylko dwie minuty, nie ulegało żadnym modyfikacjom, niby spektakl. Błędy jego francuszczyzny psuły wysłowienie Franciszki, tak samo właśnie, jak psuły je błędy językowe jej córki. Utrzymywał, że pan de Rambuteau był któregoś dnia mocno urażony, kiedy książę de Guermantes nazwał „budyneczki pana Rambuteau" psuarami. Chyba w dzieciństwie nie słyszał „i" — i to mu pozostało. Wymawiał więc ten wyraz nieprawidłowo, lecz nieodmiennie. Franciszka krępowała się zrazu, lecz później zaczęła go używać, skarżąc się, że nie ma urządzeń w tym guście dla kobiet, chociaż istnieją dla mężczyzn. Ale w pokorze swojej i podziwie dla lokaja nie mówiła nigdy „pisuar", a tylko — z lekkim ustępstwem na rzecz logiki — „p i s i u a r".
Nie sypiała już i nie jadała, kamerdyner musiał czytywać jej głośno komunikaty, z których nic nie rozumiała, a on niewiele więcej, nad chętką zaś do dręczenia Franciszki dominowała teraz u niego częstokroć wesołość patriotyczna; powiadał z przyjemnym uśmiechem, mówiąc
o Niemcach: