www.radiobabilon.pl

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2
Łoziński Walery


Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 1
" chała przysztukować ogon, a Matce Boskiej odświeżyć fartuszek wybladły. We dworze nie wierzono zgoła w jego talent malarski, który wydawał się tylko zręczna pokrywką bezcelowego błąkania się po górach. Leonia była pewną od pierwszej chwili, że młody nieznajomy jest albo,..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 2
" I dziwnie jakoś romansowo i fantastycznie wyglądała w tej chwili cała postać nieznajomego. Niepodobna było odróżnić rysów jego twarzy, ale Leoni się zdało, że na nią wytężył oczy, a oczy te iskrzyły się takim żarem promienistym, ie wszystka krew uderzyła jej do twarzy..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 3
" VI.   NIEZNAJOMY.   Nazajutrz dobrze z południa, na kasztanowatej szkapie z gwiazdką na czole, w zielonej kurcie, z czapką na bakier, nahajką w ręku i fajką na krótkim cybuszku w gębie, jechał pan Bartłomiej Hałajkiewicz wązkim wąwozem śród dwóch stromych ścian..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 4
" Hałajkiewicz spluną! i klnąc przez zęby, pojechał dalej. Wązki wąwoz ścieśniał się coraz więcej i wrzynał się nagle między dwie wysokie spadziste skały, które zaledwie o łokieć odstawały od siebie. Hałajkiewicz wzniósł oczy do góry i spojrzał na skałę po prawej..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 5
" ekonomska czy przestraszona cieniem, co padał na przeciwną ścianę, czy też wolniej puszczona w cuglach całą siłą szarpnęła się naprzód. — Tprrr! stój! — wykrzyknął ekonom i oboma rękami chwycił za cugle, a wybałuszone z przestrachu oczy mimowoli wzniósł do góry. I..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 6
" się dęba i wierzgając na wszystkie strony nie chciała żadną miarą ani cofnąć się w tył ani ruszyć z miejsca. Do piekielnego przestrachu ekonoma przymieszała się i złość niepohamowana. Napróżno nahajką i obcasami okładał z całej siły boki znarowionej szkapy, nic mógł ani..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 7
" boi, a tem mniej temu, komuby miał ochotę nakręcić karku. Więc choć nie zupełnie uspokojony ale zawsze o wiele śmielej podniósł głowę i wywinął w powietrzu nahajką. — Patrzcie! znarowiła mi się kandyba, trzysta dyabłów! skarz mię Boże! — A cóż was tu zagnało,..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 8
" Nie skończył, bo zakrztusił się nagle, jakby mu ślina zaleciała w krtań. — I cóż ten Maxym Borba? — zapytał Czarny Matwij jednakim zawsze głosem. — A niech go tam siarczyste hromy biją skarz mię Boże — odbąknął ekonom i na nowo oboma rękami silił się klacz..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 9
" — A niech go tam choroba bierze — odparł Hałajkiewicz ekonomskim trybem — ja go nie potrzebuje, ale pani i pannie wlazło coś do głowy, skarz mię Boże. Matwij podciągnął brwi do góry. — Pani i pannie — powtórzył. — Wyprawiły mię obie na łeb na szyję, abym go..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 10
" wał sprychy od najtyczanki, ale panna sobie o tem ani mówić nie da, a sama pani powiedziała, że mi piątej klepki brakuje, skarz mię Boże. Matwij wstrząsł nieznacznie głową i okiem bystro powiódł do koła. Potem dwa palce wsadził do gęby i świsnął tak donośnie i przeraźliwie,..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 11
" chomy jak z kamienia długo spoglądał za odjeżdżającym. Nagle wstrząsł się cały, jakby jakaś przykra ubodła go myśl i głowę z jakąś skruchą widoczną pochylił na pierś. Potem spojrzał w dół wąwozu i oczy jakoś dziko się roziskrzyły a zęby ścisnęły silnie. Ale stan..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 12
" zpodełba na swego towarzysza i radby zawiązać jakąś rozmowę poufną. Ale nieznajomy nie zważa na to bynajmniej, i milczący i zamyślony postępuje równym krokiem obok konia, czasem tylko marzącem okiem rzuci dokoła i lekkie westchnienie wyrywa mu się z piersi. Hałajkiewicz..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 13
" noma wydało mu się jakoś strasznie niestósowne w obcych ustach. ' Nieznajomy uśmiechnął się zlekka, nagle musnął dłonią po szerokiem swem czole i zapytał z ukośnem spojrzeniem: — Czy pan tu już długo w tych stronach ? Hałajkiewicz uśmiechnął się z dumą i z partesem..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 14
" że po dziś dzień głupi jak bałwan: a to niechybnie ten łotr, oczajdusza Maxym, skarż mię Boże — dodał i jakiś szczególny gest zrobił ręką i głową. Nieznajomy nic nie odpowiedział i oczy czegoś uporczywie wbił w ziemie. Czcigodny ekonom wpadł w ferwor mówienia..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 15
" odgarnął wąsy, ukłonił się po swojemu i szepnął niby zcicha. — Już jest! przystawiłem go według dyspozycyi! Nie mógł jednak poczciwiec odebrać na razie żadnej nagrody za swą niepospolitą zręczność dyplomatyczną, bo tuż zaraz wszedł i nieznajomy. Pani Zbąska powstała z..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 16
" Lajos uśmiechnął się zlekka. — Jestem tylko dyletantem w tej sztuce, w wolnych chwilach uczyłem się rysunków i bazgrzę czasami dla własnej przyjemności. — Więc zapewne tylko poszukiwania lekarskich ziół górskich sprowadziły pana w nasze strony? — badała dalej pani..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 17
" lada głębszem zamyśleniu wydawać się za poważną a może nawet surową. Ale Leonię nie odstraszyły bynajmniej te niby ujemne rysy, owszem podniosły tylko ogólne korzystne wrażenie, jakie wzbudzać musiała powierzchowność pesztyńskiego doktora. Młoda dziewczyna prędko pochyliła..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 18
" sach na skroniu, nśmiechnęła się smutnie i westchnęła z znaczeniem. Leonia uznała za stosowne wmieszać się do rozmowy, która utknęła na chwilę, a chcąc uniknąć wszelkich kłopotliwych na razie zagadnień dla nieznajomego, starała się nadać jej zwykły konwersacyjny obrót...."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 19
" Wejście idyoty przerwało na razie rozmowę i nie prędko mogli wszyscy wrócić do dawnego toku. Młody malarz przezwycięży! jakoś pierwotne swe pomieszanie i z zajęciem człowieka zawodu wpatrzył się na chorego. Spostrzegłszy jednak widocznie załamaną czaszkę, zmarszczył brwi i..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 20
" dziwnych zrządzeń mego losu. Urodziłem się na tej ziemi, wychowałem na sąsiedniej. Przy wszelkiej miłości dla drugiej ojczyzny, nie mogłem zapomnieć o pierwszej. Kochałem i kocham zarówno ziemię, na której obaczyłem światło dzienne jak i ziemię, która mię przyjęła i..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 21
" ważniejsze z ubiegłych chwil wspomnienie obudziło w nim przytomność na chwilę. Nagły niespodziewany ten wybuch idyoty zaprzątnął ogólną uwagę i przerwał tok rozmowy i dopiero po dłuższej pauzie ozwała się z pewnym namysłem pani Zbąska: — Czy pan długo jeszcze myśli..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 22
" niebezpieczeństwa i potem przyjął gościnnie do swej chaty. — I któż to jest ten człowiek? — zapytała ciekawie Leonia. — Takzwany Czarny Matwij — odpowiedział młodzieniec z niejakiem wahaniem. — Czarny Matwij! — wykrzyknęła pani Zbąska w zdziwieniu, a Leonia aż..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 23
" — Nie wznieca odrazy — wykrzyknęła młoda dziewczyna z żywością — ach dla Boga dwa razy tylko w mem życiu widziałam tego człowieka i obie te chwile nie zapomnę nigdy; dreszcz mię przechodzi na samo ich wspomnienie. — Zapewne szpetność jego twarzy i potworność całej..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 24
" — Bakuniarze co mie przeprowadzali przez granicę, wzięli mię za przebranego rewizora, chcącego zbadać ich kryte manowce, i postanowili zgładzić mię cichaczem. Nie mogłem obronić się przemocy, i już byłem bliski śmierci, kiedy wtem pojawił się Czarny Matwij i ocalił mię z..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 25
" Młodzieniec ukłonił się z wdzięcznością i uszanowaniem, ale zawahał się widocznie. Wtem oczy jego spotkały się z oczyma Leoni i nie wiedzieć dlaczego jakiś dreszcz przeszedł go od stóp do głowy. Młoda dziewczyna miała na ustach uśmiech pełen szczerej uprzejmości, i..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 26
" — Kiedy już mam ściągnąć na siebie zarzut natręctwa, to raczy pozwolić p. dobrodziejka, aby datował się dopiero od jutra, dziś należy mi pożegnać mego dotychczasowego gospodarza, któremu tak wiele jestem winien. Tu znowu oczy młodzieńca spotkały się przypadkowo z oczami..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 27
" kimś ważnym zbiegiem politycznym, jednym z główniejszych motorów i kombatantów onegdajszej walki rewolucyjnej. To jego chwilowe mieszanie się, ten widoczny kłopot w niektórych odpowiedziach, te nieprawdopodobne powody przekroczenia granicy, to podejrzane tłumaczenie się z swej..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 28
" VIII.   WIZYA.   Młody nasz doktor, opuściwszy dwór krużoskalski, pomknął spiesznym krokiem ku górom i niebawem zgubił się w ciasnym wąwozie, w. którym jak wiemy przed ośmnasta laty tak okropny krużoskalskiego dziedzica zaskoczył wypadek. Słońce utonęło już..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 29
" Ten dwór tak ustronny i oderwany od świata cale niezwykłych zdawał się zamykać mieszkańców. Sam pan Erazm zakrawał w swym okropnym stanie na jakąś figurę o wybitnych rysach dramatycznych, a od niego padało odpowiednie światło i na obie otaczające go postacie kobiece. Jak owe..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 30
" Młodzieniec bystrym wzrokiem rzucił dokoła, znowu drgnął z lekka. O kilka kroków, pod ścianą przyległej skały rysował się jakiś cień czarny, jakby przyczajona postać ludzka. — Kto to? — zapytał i mimowolnie cofnął się o krok w tył. Czarny cień nie dawał żadnej..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 31
" rzem i że nieznajomy może być chorym, wyciągnął rękę i szarpnął go silnie za ramię. Uśpiony gwałtownym susem zerwał się ze snu, a z pod kresów kapelusza jak dwa żarzące węgle łysnęło dwoje oczu iskrzących. — Kto to? — krzyknął i odskakując żywo o krok w tył,..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 32
" cie i podsunął się znowu naprzód chcąc snać koniecznie ujrzeć twarz nieznajomego. Poruszenie to musiało wydać się podejrzanem żebrakowi, bo nagle rzucił się gwałtownie, i zwinnie i zręcznie jak dzika koza wspiął się w jednem mgnieniu oka do połowy stromej ściany skały...."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 33
" wziąć za dyabła z Wilczej szczeki. Już kilka dni błąkam się po górach, a jeszcze nie spotkałem nikogo podobnego. I nie wracając już do przerwanego toku myśli, oglądnął się dokoła, a jakby przestraszony coraz gęstszym i czarniejszym zmrokiem przyspieszył kroku i pomknął..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 34
" Tymczasem na dworze ciemniło się coraz mocniej a znana ścieszka już dawno zniknęła z oczu, wszakże po dobrej godzinie żmudnej podróży ujrzał młodzieniec zziajany i zdyszany blade światełko na grzbiecie Wilczej szczeki, blask z okien Matwijowej chaty. Jeszcze kwandrans mozolnego..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 35
" ponurego zatopienia, pozostał nieporuszony jak głaz w tejsamej pozycyi. Lajos na razie zatrzymał się w progu, sadząc że dziwaczny jego gospodarz usnął na lawie. Spostrzegłszy jednak, ie ma oczy otwarte, posunął naprzód i znużony i zdyszany rzucił się na tapczan. I kilka..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 36
" Znowu długa nastała pauza, aż nagle przerwał ia szorstki głos Matwija. — Coś późno dziś wracacie, paniczu. — Zasiedziałem się we dworze. Matwij prędko zwrócił głowę i wlepił badawczy wzrok w twarz młodzieńca. — We dworze — mruknął jakby sarn do siebie — lam..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 37
" Czarny Matwij pochwycił go silną ręką za ramię i zatrząsł nim jak chwiejną łodygą. — Patrz, patrz — zawołał jakby w obłąkaniu — zły duch wybiera się z piekła, aby złe nie wyginęło na ziemi. I widzisz go jak się przebiera, do tej drogi, oczy pożyczył od bazyliszka......"

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 38
" — Pójdźcie spać paniczu — przemówił do młodzieńca, wskazując ręką na tapczan. — Wyście chorzy Matwiju! — ozwał się młodzieniec i glos jego drżał współczuciem. Matwij wstrząsł głową. — Czas spać, mówię — powtórzył po chwili. Lajos stal na miejscu niepewny..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 39
" — Ta młoda dziedziczka ładna, bardzo ładna!... — zawołał. I tu potworną swą głowę przysunął do samej twarzy młodzieńca i wlepi ł w nią wzrok na wskroś przeszywający. — I tyś łaciny paniczu! — zakrzyknął żywo — dobrze... obojeście ładni!., widujcie się z..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 40
" A z oczu Czarnego Matwija bił jeszcze straszniejszy żar obłąkania, twarz mu drgała kurczowo, usta pieniły się. — Napatrz się ze mną, napatrz do sytu! — zahuczał ledwie zrozumiale, trzęsąc jak listkiem swą ofiarą. — Widzisz ten parów hen, hen tam za wsią, i widzisz tę..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 41
" rara! leci na dół! upadła!... i gdzie jej głowa!... nie ma! roztrzaskała się!.. — Słuchaj — zawrzasnął nagle i zaczął trząść swą ofiarą, jakby chciał wytrząść z niej ostatnie tchnienie życia. — Gadaj! czy ona się ześliznęła czy zrzuciła się sama?!... cóż?..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 42
" VIII.   JEWDOCHA. Na wschodnim krańcu rozdołu, nad którym w malowniczym bezładzie ciągnie się wieś Krużoskale, wysunęła się za podwójny zakręt kapryśnego potoku mała, nędzna lepianka, jak klin wbita między dwa ramiona rozerwanej skały. Ostatnia to już chata w..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 43
" a szeregiem chat po drugiej stronie. Ze szczytu i z bocznych scian skały, w której rozwarte ramiona wcisnęła się chata, wytryskają trzy strugi źródlane i pękami nici dyamentowych, szemrząc i połyskując do słońca, spływają w dół ku potokowi. A szczególnie w tej chwili..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 44
" Okryta gunia postać — to nasza znajoma z Kruczego dzioba, ponura i zamyślona towarzyszka bakuniarzy — Jewdocha. Na surowej, zapadłej i pomarszczonej jej twarzy, majaczy rumieniec gorączkowy, bezbarwne i zapieczone usta świadczą o jakiemś ciężkiem cierpieniu. W samej rzeczy od dwóch..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 45
" czarodziejskiej godności. Upośledzona z natury, zaczęła od najniezręczniejszego udawania, aby zaimponować sąsiadkom i przejąć postrachem niesforną świekrę; powoli, powoli jednak tak dobrze zaczęła się wkładać w swą rolę i tak głęboko przejęła się tym pożądanym..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 46
" i korzystne. Prostoduszny góral trzyma się jeszcze Jagiełłowej zasady: Panu Bogu świeczkę, dyabłowi ogarek! Wierzy w Boga i swego proboszcza, modli się i bije pokłony w cerkwi, ale strzeże się najpilniej zadzierać z dyabłem, wyzywać swawolnie czary i uroki. Do czarownicy nie jest..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 47
" — Cyt, cyt Malańko, bo nie dasz umrzeć ciotce. Małańka wzdrygnęła się i otarła prędko Izy, bo znała dobrze przesąd, że plącz przy śmiertelnie chorym przedłuża tylko konanie. Tatianna pokiwała głową i zwróciła się do swych towarzyszek. — Ktoby to powiedział, ze się..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 48
" ręką po pomarszczonem czole — może to Fed'ko ma jej za złe, że taki tego chłopa nic może sobie wybić z głowy. — Maxyma — poszepnęła Feśka. Tatianna pociągnęła brwi do góry i oczy wywróciła w słup. — Ej prędzej to on sarn niecnota chce ją do siebie przywabię na..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 49
" to pójdź po Czarnego Matwija, chyba on jeden tylko mi poradzi. — Pójdę jak tylko kur zapieje — szepnęła Małańka śród łez. Wszystkie trzy lekarki posunęły się tymczasem ku ognisku i z jakichś suchych zielsk zaczęły wie wieniec, przeznaczony do nowego gusła uzdrawiającego...."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 50
" — Prewodyr bakuniarzy — ozwała się Paraszka od ogniska. Chora z wysileniem wstrzęsła głowa. — Maxym był bakuniarzem — ozwała się z żywością — ale jemu nie chodziło o tych kilka lichych groszy zarobku, on był bakuniarzem bo nie cierpiał rewizorów, bo jak orzeł..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 51
" Jewdocha zamilkła na kilka chwil, jakby odpoczywała po ciężkiem wysileniu. — O! — zawołała na nowo — długom bolała i okrutnie robak toczył me serce... ale już przyszła była chwila, kiedy Bóg się zlitował nademną i już już miałam go nazwać swoim... Tu chora drgnęła..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 52
" — Wtedy? — powtórzyła Malańka mimiwolnie. — Ten pies plugawy, Łysy Pańko... — Z zazdrości sprzedał go rewizorom — dokończyła obznajmiona z całym biegiem rzeczy Paraszka. — O łotr obrzydły — jęknęła Jewdocha i obie pieści znowu wyciągnęła przed siebie —..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 53
" nym bohaterem, a tragiczny zgon podnosił tylko jego wielkość. — A i was wówczas złapali Jewdocho — odezwała się znowu Paraszka. Chora kilka chwil milczała, ale usta jej poruszały się szybko, jakby w duchu odmawiała pacierz za dusze nieszczęśliwego kochanka. — Wysiedziałam..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 54
" Wszystkie kobiety obejrzały się przestraszone. W tej chwili głośno zabrzęczały szyby, a przy jasnym świetle księżyca na dworze mignął cień za oknem. — To śmierć! — wrzasnęły guślarki i w przerażeniu puściły na ziemię wieniec i głownie. Jednej Małańce inaczej wydał..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 55
" Wtej samej chwili, kiedy Czarny Matwij wszedł do wnętrza chaty, a przerażono guślarki co tchu uciekały do wsi, pięła się z zręcznością kota na szczyt skały w zapleczu chaty jakaś postać ludzka. Byłto wysoki, barczysty chłop w łachmanach żebraczych, tensam którego na początku..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 56
" poznać, czy powstał od urodzenia czy po jakim przypadku niefortunnym. Powaliwszy się na ziemię na szczycie skały, odsapnął ciężko nieznajomy żebrak i strzępem łachmana otarł pot z czoła i twarzy. — Poznała mie!... — szepnął, i oczy dzikim zamigotały mu blaskiem. — Nie..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 57
" — Poznają mię! — mruknął z przytłumionym wybuchem. Kilka chwil stal w milczeniu na miejscu, potem spojrzał ku wschodowi. — Niebawem już słońce zajdzie, — poszepnął w duchu — obudzą się we wsi. I przerażony snać samą tą myślą, zasunął nazad kapelusz, pochwycił..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 58
" ciągnęły się przez całą górę. Wsunął się w gąszcz, nie zważając na opór swych łachmanów, a po kilku krokach wpadł na jakiś sobie znany tylko manowiec, który nie był wprawdzie ścieżką udeptaną ale pozwalał łatwiej przerżnąć się przez gęstwinę. Przesmykiem tym..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 59
" Znowu chwilkę przeczekał, i poszepnął jeszcze ciszej: — Jolko psiawiara!... cygan Jańcza !... I jeszcze o dobry sążeń wysunął się naprzód i przykucznął bez tchu i głosu, wytężając słuch ku mówiącym. "

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 60
" IX.   MATKA I CÓRKA. Posmutniał i osołowiał czegoś pokoik Leoni. Kwiaty w wazonikach pochyliły listki, jakby się użalały na zaniedbanie. przepiórka w kącie nadęła się i wzburzyła pierze, a na szafie w widocznym złym humorze przykucznęła wiewiórka i jakby z jakimś..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 61
" cu swej pani; jakiś inny ważniejszy przedmiot wyrugował je na zawsze! A o czemże marzy teraz młoda dziewczyna, że ciągle uśmiecha się zadowolona i oczy jej lśnią coraz żywiej a pierś nawet wzdyma się niezwykle? Któżby uwierzył! rozpamiętuje cale powszednią rozmowę wczorajszą..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 62
" kawsze rysy i epizody z świeżej walki, w której sam brał udział, czytywał z niemi gazety i nowo otrzymane dzieła, a najwięcej grywał w szachy z Leonią. Gra w szachy, wymagająca bystrości i skupienia umysłu i przynaglająca do koniecznej, powolnej rozwagi i cierpliwości ma to do..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 63
" Ależ Leonia? Mogłaż tak prędko pozwolić obcemu zawładnąć nad sobą wpływowi, mógłże miody, ledwie z nazwiska i stanu znany młodzieniec wywrzeć na niej głębsze i trwalsze wrażenie ? Leonia nie wiedziała dotąd żadnych bliższych szczegółów o życiu i pochodzeniu młodego..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 64
" się życiem i zapałem oczy i podchwytywać się na takich strunach serca i duszy, jakiemi zwyczajnie zawiązują się ściślejsze węzły sympatyczne. Lecz przyszlij już oboje do świadomości tego, że sprzęgli się razem tą nicią tajemniczą, której nigdy nie podobna przerwać w..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 65
" Ona dotąd chwytała tylko swoje instynktowe spostrzeżenia a w dziewiczości serca i duszy ani pomyślała przystąpić do surowej spowiedzi własnych uczuć i wrażeń. I kto wie nawet, czyby ta spowiedź się udała i wydobyła szczerą prawdę na jaw! Leonia wiedziała że jest kochaną, ale..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 66
" drzeniem postąpiła ku niej i z gorączkową skwapliwością ucałowała jej ręce. — Jużeś wstała Leonko! — przemówiła spokojnie pani Zbąska, siadając na kanapce i przyciągając córkę do siebie. — Od godziny, mameczko! — odpowiedziała żywo, siląc się do tonu swobody...."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 67
" tylko dwa lub trzy dni zabawie w tych stronach, i na ten jedynie czas ofiarowałam mu umieszczenie w oficynach, a dziś już dziewiąty dzień. Leonia zdawała się cos' tłumić w sobie, a nagle wyrwała się żywo: — Ależ może on jeszcze nie myśli wracać. Niedawna chmurka na czole matki..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 68
" skiem urodzeniu a węgierakiem wychowaniu... to już przyznam się cale dziwne i zagadkowe, a te powody pobytu w tych stronach wręcz podejrzane. Leonia ochłonęła trochę. Ten zwrot rozmowy wydal jej się daleko znośniejszym niż sama przedmowa, po której obawiała się czegóś innego,..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 69
" stronach, nie ma zupełnego do nas zaufania i dla tego zachowuję swą tajemnicę... Zgoda na to wszystko. — Wszakże — cedziła dalej po niejakiej pauzie i z pewnym naciskiem — są jeszcze inne powody dla których nieradam z jego dłuższego pobytu w naszym domu. Leoni znowu zaczęło..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 70
" Leonia odgadła że w tych dopiero słowach pękła właściwa bomba przewidywana i pierś jej ścisnęła się gwałtownie. Jakaś nieświadoma zdjęła ją trwoga i rwało ją coś zapytać dla czegoby nie mogła podzielać tych uczuć obawianych, dla czego nie godzi się podniecać tych..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 71
" X.   PAN POMFILIUSZ SCHABENGAUCH, EDLER VON SAPERDEPIX. W bawialnym pokoju czekał Lajos. Stał przy oknie i patrzył ku górom, ale myśli jego nie towarzyszyły oczom: nurtowały w własnej głębi i snać w jakiejś przykrej ścierały się z sobą walce, bo twarz młodzieńca..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 72
" Jeżeli młoda dziewczyna odgadła treść uczuć młodzieńca a nie przyszła do świadomości swych własnych, to z Lajosem działo się przeciwnie. On właśnie nie śmiał i nie chciał, a może i nie mógł odgadnąć wewnętrznego stanu dziewczyny, ale za to widział aż nazbyt jasno i..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 73
" Ale bardzo rzadkie i krótkie były takie momenta a zawsze tem okropniejsza tylko pociągały za sobą zwątpienie. Młodzieniec z gniewem i pogardą rzucał swe cenne papiery i z tem sroższą rozpaczą powtarzał: Ona nie może być moją. W czemże jednak widział tak nieprzebyty między nią..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 74
" Lajos posunął ręką po czole i odpowiedział z przymuszonym uśmiechem. — Przeciwnie, pamiętałem tylko o sobie, nie chciałem się pozbawiać szczęścia, jakiego mam używać dziś po raz ostatni. Pani Zbąska nic nie odpowiedziała, tylko oczy żywo utkwiła w mówiącego. Leonia..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 75
" robótka w ręku i teraz tak uporczywie utkwiła w nią oczy, jak gdyby najmniejszej uwagi nie zwracała na całą rozmowę; lecz bladość jej nie ustąpiła z lic, a pierś ciągle zżymała się gwałtownie. Lajos potrzebował krótkiej pauzy, aby poprowadzić dalej wątek rozmowy. —..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 76
" trycznym ugodzeni prądem, zachwiali się na nogach i głowy szybko poschylali na piersi. A wtem rozwarły się drzwi do polowy, a naprzód pokazał się nos niepospolitego kształtu i kalibru, czerwony i koralkowy jak podgarle jędora, a szeroki i zawiesisty jak olbrzymia bulba rohańska. Za..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 77
" postać pana respicjenta. I warto przypatrzeć się jej z uwagą, bo nie tak łatwo udałoby się zdybać drugi taki exemplarz. W całej postaci pana respicjenta uderza jakaś dziwna disharmonia, jakaś rażąca niezgoda pojedyńczych części ciała. Żadna z nich nie kontentuje się..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 78
" Przedewszystkiem nader trudno porozumieć s z nim co do punktu narodowości. P. Schabengauch Edler von Saperdepix długi czas nie wiedział sam jak w rogu, czem jest właściwie, kozłem czy baranem, psem czy rybą. Po prawdzie rodzina Schabengauchów wywodziła się z Szwabii czy..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 79
" gdzieś bez śladu. Nie mówi historya w jaki sposób wydarzył się ten straszny i pamiętny wypadek, czy cięży na sumieniu jakiego szwedzkiego rajtara, czy też wypłynął z pospiechu rajtyrady, ale to pewna, że dotknięty nim Habakuk Schabengauch ani na chwilę nie stracił zimnej krwi i..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 80
" sekwencyi p. Pamflliusz zadał sobie zapytanie, które z tych państw może po wszelkiem prawie i wszelkiej formie nazwać swą ojczyzną, czyli właściwie wedle którego z nich ma określać swoją narodowość ? Ale i na to nie łatwa była odpowiedź. Pan Pamflliusz Schabengauch urodził..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 81
" czesnej pielgrzymki, należy siebie nakręcać do stosunków a stosunki do siebie. W duchu tej złotej zasady postanowił w samej rzeczy nakręcać siebie do stosunków i ile możności uprzyjemniać sobie zajmowane stanowisko. A najlepsza do tego droga wydala mu się żyć dobrze i po..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 82
" żadnym żartem i nigdy nie wymówi} się od żadnej pijatyki. Gdziekolwiek leż w urzędowym objeździe pojawi} się w dom szlachecki, był gościem arcypożądanym, wszędzie przyjmowano go otwartemi ramionami. Poczciwy Schabengauch nigdy nie podnosił kontrabandy, a jak który z podwładnych..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 83
" - Chwat co się zowie - odzywały się zewsząd głosy. A pań Pamfiliusz Schabengauch v. Saperdepix wpadał w jeszcze większy ferwor, i z pociesznym akcentem prawił dalej niepowstrzymany: - Ja znam polską historye Kreuzdonnerwetter! ten Sobieski! ho! ho! ein grosser Mann pani..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 84
" rozczulenia, ani jedna brodawka na nosie respicjenta nie ochroniła się od serdecznych pocałunków, i w jednej chwili z Schabengaucha-Saperdepixa zrobił się Schabengauchski-Saperdepicki. On sam bardzo chętnie pozwalał na Iakie przekręcenie nazwiska a nawet we wszystkich listach prywatnych..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 85
" był tak ulubionym miedzy szlachtą i miał jak najlepsze u wszystkich zachowanie. Jeśli który z strażników złapał szlachcica na przedłużonym lub nadliczbowym zacierze lub jakąkolwiek inna podchwycił kontrabandę a p. respicjent musiał z holem serca dalsze wytoczyć urzędowanie, to..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 86
" wielu, a ich oszczerczym poszeptom nie wierzył nikt zgoła. I niemało było to dla nich szczęście, bo niechżeby były oszczerstwa te znalazły odgłos, p. Schabengauch von Saperdepix klął się na wszystko, że w takim razie dociekłby samego źródła potwarzy i jako szlachcic i..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 87
" Pan Schabengauch z układną galanteryą kłaniał się. na wszystkie strony. — Całuję stupki pani dobrożiki — ozwał się łamanym językiem, którego wszystkich właściwości nie będziemy naśladować — przepraszam, barzo przepraszam, że ja tak przyszedł raptownie,..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 88
" Habakuka Schabengaucha, co to wie pani dobrożij z historyi był straszny wojownik z Szwedami i pierwszy uciekł do fortecy, ale zgubił nos po drodze i potem nie miał gdzie zapchać tabaki, to on sobie zawołał Saperdepix. Tu pan respicjent rozpromieniony świetnem wspomnieniem rodowem a..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 89
" brodawką swego nosa, co u niego było zawsze znakiem niezwykłego rozczulenia. — Do pana Erazma — szepnął — a jak się ma fen p. Erazm ? — Zawsze jednakowo — odpowiedziała p. Zbaska. — Jednakowo — powtórzył p. respiejent z współczuciem. — A pan doktor zapewne tu zaraz..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 90
" podniesionym głosem i wybuchł śmiechem, jakby powiedział jakiś dowcip arcyzabawny. Pani Zbąska przez cały ciąg tej rozmowy wydawała (Henie jakieś ciche instrukcye dla kucharza, a teraz obróciła się żywo do respicjenta. — Pan respicient zapewne na swym objeździe? — Pani..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 91
" humorystycznej, do opowiadań o rozmaitych pociesznych przygodach, w których sam w najśmieszniejszem występował świetle. Jużto w ogóle wszyscy humoryści niemieccy posiadają w wysokim stopniu talent bawić publiczność kosztem własnej osoby. Saphir czul się najdowcipniejszym, kiedy..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 92
" XIII.   SAM NA SAM. Grobowe milczenie nastało w pierwszej chwili. Po raz pierwszy-to ujrzeli się młodzi ludzie bez świadków, sam na sam. Do takiego spotkania wzdychają zawsze zakochani, ale gdy się w niem znajdą niespodziewanie, to zazwyczaj nie umieją zliczyć pięciu i..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 93
" — Panie! — zawołała żywo — nie mamy ani chwili do stracenia! Wielkie niebezpieczeństwo wisi nad pańską głową. Lajos podniósł w górę oczy, i więcej z wewnętrznem zakłopotaniem i zdziwieniem niż z przestrachem wypatrzył się na młodą dziewczynę. Leonia z wzrastającą..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 94
" po czole i zacisnął usta, jakby się utwierdzał w jakiemś przedsięwzięciu wewnętrznem. Leonia nie pojmowała zgoła znaczenia tych gestów, patrzyła drżąca, niespokojna w twarz młodzieńca, i czekała jego odpowiedzi. Lajos milczał. — Pan się nie obawiasz? — ozwała się..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 95
" szły nie po jej myśli. Ona widziała w najczarniejszych barwach niebezpieczeństwo młodzieńca i myślała, nie bez pewnych samolubnych widoków, że chcąc przeszkodzić nieprzyjaznemu zamachowi, będzie musiała wysilać się na rozmaite środki zaradcze i poświęcenia i stanie się jego..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 96
" na początku niniejszej sceny z Leonią, wpadł na pozór w tak spokojny i obojętny ton w dalszym toku rozmowy, to mogło to wypłynąć ztąd jedynie, że wszczęta rozmowa wypadła zupełnie z przewidywanego w myślach założenia, i że mógł ją prowadzić, odrywając się od obecnego..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 97
" — Na wieki! — powtórzył, a glos mu drżał jak potrącona strona a w dźwięku jego przebijała się boleść nieukojona. — Jakież-to okropne słowo — szepnęła dziewczyna, nie odrywając ręki od ramienia młodzieńca, lubo i sam przez to dotknięcie jakichś elektrycznych..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 98
" prawdę nie mamy nigdy a nigdy zobaczyć się po raz drugi ? Twarz Lajosa wykrzywiła się boleśnie. — O nigdy, nigdy pani! — wykrzyknął z rozdzierającą rozpaczą. Leonia wstrzęsła się gwałtownie na calem ciele, i próbowała usunąć swą rękę równie bezwiednie, jak bezwiednie..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 99
" Leonia czuła, że wzruszenie jej wzmaga się do niepowstrzymanego wybuchu, a z najdalszej głębi serca cisną się łzy rojem do oczu. — Mówisz pan straszne rzeczy — szeptała — dlaczegóż jednak ta zagadka przedemną, czujeszże mię pan niegodną swej tajemnicy? Westchnienie, jakie..."

Czarny Matwij : powieść z życia ludu górskiego cz. 2 - strona 100
" do piersi, zachwiała się na nogach, i bezsilna zatoczyła się w tył, na krzesło stojące na szczęście w pobliżu. Wyznanie to, acz tak łatwe do odgadnięcia po tym wstępie całym, uderzyło w nią jak grom. A grom ten nie tylko zwichnął jej przytomność, ale olśnił ja jakimś..."