Czarnemi czcionkami... cz. 2
Niedźwiedzka Zofia
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 1
" — Więc cóż stąd? — Myślałam, że może pozostanie jeszcze przez parę dni... — Gdyby była chorą, pozostałaby tu tak długo, ile czasu wymagałoby jej leczenie. Ale ponieważ jest zdrową, dziś jeszcze musi opuścić szpital. Inne czekają — rzekł ostro, wychodząc. —..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 2
" Wyszła chuda, straszna z dzieckiem na ręku, z widmem nędzy u boku. Słońce oblało ją gorącym warem. Przymknęła oczy. — Niech pani tu trochę zaczeka. Zawołam dorożkę i odwiozę panią. Dozorczyni kazała — rzekła szpitalna posługaczka i znikła. Kociełowa usiadła na schodach...."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 3
" dla siebie... Niech krzywdy nie robią... Bodaj na nich mór przyszedł!... Oh, gdyby ona mogła tych, co temu winni pochwycić za łby i tłuc temi łbami o ścianę kamienną i mścić się za swój głód, za poniewierkę... Palić ich dobytki i patrzeć, jak dzieci ich mrą z głodu... Oh......"
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 4
" ZMORA. "
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 5
" Za nieosłoniętem oknem szła noc. Nagle krzyk padł w ciszę. Krzyk przeraźliwy — pełen rozpaczliwych wibracyj, jakby wyłoniony z dna kar i pomsty. Jacek zerwał się z łóżka i — oniemiały patrzył na żonę. W skąpem świetle nocnej lampy ujrzał ją nawpół podniesioną, z..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 6
" Nawpół senna oddawała mężowi pocałunki — i zaraz głęboko zasnęła. Wieczorem u rodziców Steni, Jacek opowiedziało zmorze — i o wrażeniu jakie to na nim wywarło... — Co?... Krzyczała już?... Mój kochany; to u niej chleb powszedni — rzekł Maryan, brat Steni — krzyczy tak..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 7
" Małżeństwo nie obudziło jej zmysłów. Kochała męża. Nie rozumiała tylko i nie podzielała jego namiętnych porywów. — Gdybym jakimkolwiekbądź cudem zmienił się w kobietę, nicbyś nie miała przeciw temu — rzekł raz dotknięty jej chłodem. — Byłoby ci brzydko w kobiecym..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 8
" po ogrodzie, Jacek zwrócił jej uwagę na piękną gwiazdę poranną, zawieszoną nad ich głowami. — Widziałam piękniejsze zjawisko — rzekła. Brwi ściągnęła i wpatrzyła się w jeden punkt, jakby coś w pamięci szukała. — Widziałam na niebie kwiat płomienny, którego korona..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 9
" Oczyściła je starannie. Był to portret starego człowieka. — Znam tę twarz — rzekła. — Mylisz się. To jest jeden z moich przodków. Ten portret ma już lat ze dwieście. — Znam tę twarz — powtórzyła — ale tylko nie mogę przypomnieć sobie gdzie ją widziałam. Brwi jej..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 10
" Mówiła, że zna uczucie ruchu skrzydeł, bo bujała w powietrzu, ale niepamięta pod jaką postacią. Późnemi nocami snuła opowieści dziwne, głosem sennym, stłumionym, z oczami nawpół przymkniętemi, jakby wpatrzonemi w swoją linję, biegnącą poprzez wieczność... O tych swoich..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 11
" dobyłem z dna strupieszałych wspomnień — czemś, co było cząstką jego natury — nim samym. Wspomnienia te usuwały go w mroczny, nieuchwytny lęk Nieznanego, który wlókł się teraz za nim z siłą niezwalczonego uroku. W cieniu tych rojeń, rozrastało się niepokojące przeczucie..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 12
" marzoną i jakby wyczerpaną cudowną rozkoszą godziny upojenia. Od pieszczot męża uchylała się z zaledwie tajonym wstrętem. Dla Jacka znikł spokój. Pewna cząstka jego duszy wciąż stała teraz na czatach, w oczekiwaniu czegoś, co się stać miało. Noc zapadała i zmora Steni..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 13
" Słowa te były dla Jacka objawieniem. Nic wątpił, że żona jego stała się ofiarą erotycznej zmory. Purpurowy ptak spadł na jej pierś z pieszczotą wówczas, gdy pąkiem jeszcze była. Od wielu lat dzieliła miłość z erotycznem widmem, zamknięta w sobie — tajemnicza. Bierna w..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 14
" się, lub blednąc, co jeszcze więcej utwierdzało Jacka w jego podejrzeniach. — Przypomnij sobie... — Nie pamiętam — powtórzyła gniewnie. Nie mogła zrozumieć dlaczego męża tak bardzo obchodzą jej wizye, dlaczego zmienił się. w swojem z nią postępowaniu i wciąż ją śledzi..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 15
" purpurowego ptaka. Wyławiał go ze swych myśli zawrotnych, obłąkanych... Wyczarowywał z otchłani obłędu. I ujrzał go pewnej nocy, gdy krzyk Steni rozdarł ciszę. Z szerokim rozmachem skrzydeł królewskich — z oczami żglącemi się słonecznym blaskiem, spadał cicho na pierś..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 16
" czem niepodobna do tej innej o władnącem spojrzeniu. Uczuła na sobie płomiennie gniewny wzrok męża i opuściła bojaźliwie głowę. Teraz już wiedział napewno, że jaźń Steni rozdwajała się — i że on posiadał tylko marną powłokę jej ducha, a ta inna — czarowna należała do..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 17
" Wzrok zanurzył w jej półotwarte oczy, aż do dna, a na dnie ich ujrzał dwa słońca, żglące namiętnością — oczy kochanki królewskiego ptaka. Objął ją dzikim, obłąkanym ruchem. — Daj mi choć jedną chwilę miłości takiej, jaką darzysz skrzydlate widmo!... Zarzuć nademną..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 18
" niespokojnych, wciąż zawieszonych u kotar przeczuwanego. Pojęcia ich zbiegały się bezustannie na jednym punkcie rzeczy niezwykłych, tajemniczych, stających się poza ich teraźniejszym bytem — po za czasem, przestrzenią. Z gorączkową niecierpliwością czekali nocy, ażeby w..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 19
" Po twarzy jej biegły cienie namiętnych tęsknot za minionem — bezpowrotnem... Czasem drgnęła w głosie straszna trwoga. — Niekiedy głos ginął w zamyśleniu — a on, zawieszony u jej ust, z oczami palącemi się posępnym, dzikim ogniem, łowił gasnące dźwięki. Przytuleni do..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 20
" — Co więcej pamiętasz ze swoich dawnych bytów? Umierałaś?... — Oh!... Umierałam tyle razy... Niekiedy straszną śmiercią... Raz ścięto mnie nożem... Zielona krew po mnie spływała... — Rośliną byłaś? — Niewiem... może... Leżałam wiotka i biała, dopóki słońce..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 21
" Jacek patrzył w okno blady jak płótno. Naraz źrenice jego stały się matowemi — zahypnotyzowane. — Słyszę — wymówił głucho. I słyszeli oboje, jak za oknem rozpylała się pieśń ponura. — Patrz... O... prowadzą mnie!... widzisz?... Ot... tam... za oknem!... wpatrz się..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 22
" rozsiadała mu się w wyobraźni. Niekiedy w dzikim przed nią strachu chciało mu się wyć. Zaciskał usta dławiąc krzyk. Ale oto zbliżała się. W zagłębieniach pokoju słyszał już głuchy szmer skrzydeł, na ścianach ślizgały się mgławe kształty widma... Czekał, a w głębi..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 23
" — Co to było?... — pytała siebie Stenia, drżąc ze strachu. Okropna maska wyjącego Jacka wypełniła ją odrazą i strachem. — Boję się — myślała, zaciskając oczy. — Boję się... On chyba zwaryował... Straszno mi... * * * Sypialnia młodych małżonków stała się miejscem..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 24
" Jacek widział, jak się przeistaczała... jak obłok świetlisty pędził z wewnątrz na jej twarz, zalaną królewską barwą, jak wspaniałym ruchem wyciągała miłośnie ramiona, odrzucając z jasno bursztynowej piersi ciężkie sploty włosów, które rozpościerały się na poduszce, jak..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 25
" pożądanych!... Raz jeden niech się zawrą nad nim królewskie ramiona!... I skoro mroczna noc zaczynała się skradać za nieosłoniętem oknem, Jacek, leżąc na łóżku, wgrążał się wytężonym wzrokiem w ciemność, usiłując dojrzeć spadającego na pierś Steni królewskiego ptaka...."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 26
" Za nim mignął cios błyskawiczny. Krzyk strasznego przerażenia przywiódł Jacka do przytomności. W kącie pokoju, przywarta do ściany, klęczała Stenia drżąca, biała jak papier. — Jacku!... Co ci to?... Omal, żeś mnie nie zabił... Zaledwie umknęłam ciosu... Tak mi straszno!......"
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 27
" kochankę króla-ptaka. Ale szał zmysłów druzgocze potęgę ducha — i dlatego jaźnie nasze, obce sobie, spotykając się u wrót Nieznanego, rzucają się na siebie we wrogiej walce, podobne ciemnym niewolnikom, którzy wobec nadprzyrodzonych niepojętych dla nich zjawisk, biorą się za..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 28
" PIWONIE BIAŁE. "
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 29
" Przyniosła mi dwie piwonie białe. Na liściach o kolorowem podłożu jutrzenki, rosistych, uśmiechniętych radością poranka, wiły się niby kabalistyczne znaki — śnieżne linie. — Nie chcę, żeby u mnie samotnie umierały — rzekła. Zmęczoną jestem. Zasnęłabym chętnie. Czuję..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 30
" — Gdzie mam cię szukać, gdy ogarnie mnie nieprzeparta tęsknota? — pytałem raz. — W rodzinie — odrzekła. — ?!!! — Czasem na poddaszu — czasem w suterenach — a zawsze gdzieindziej. — Zostań u mnie na zawsze, dziewczyno — błagałem teraz w myśli. — Rzuć ścieżkę..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 31
" Położyła kwiaty na stole z niezmierną ostrożnością, jak się kładzie kruchy, czy niebezpieczny przedmiot, następnie wytarła starannie pyłek pozostały na palcach. — Przecież to tylko pyłek kwiatowy — rzekłem. — Ach tak... przyzwyczajenie... — Więc zawsze nad..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 32
" siebie dla mnie... wolę każde twoje życie, niż świadomość, że już nie istniejesz. — Kochasz mnie więcej, aniżeli moją ideę — mówiła po chwili. — A przecież ja — to idea. Skoroby mnie opuściła, nicby ze mnie nie zostało. Gdzieś — daleko zegar zaczął wydzwaniać..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 33
" grobowcu zakląłeś mię jako "Śmierć". — Gdy będziesz sam, o każdej godzinie usłyszysz moje wołanie z tych głazów: Jestem!... Jestem... artysto!... Jestem z całą siłą mojej nieokiełznanej natury, z całą tęsknotą do wichrów stepowych — do wolności — do światów..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 34
" Uśmiechnęła się. — Ażeby owoc dojrzały spadł z drzewa życia, trzeba pewnego ruchu... My tym ruchem jesteśmy.Ścisnęła moją rękę i szła ku drzwiom — a za nią biegło południe. Na progu obróciła się ku oknu. Patrzyła wprost w słońce. Przeźroczyste jej źrenice zdawały..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 35
" Duch mój, zwolniony z oków materyi, staczał się z zawrotną szybkością w szał rzeczy niepoznawalnych Wpadłem w wir transcendentalnych marzeń... Miałem poczucie ubiegających godzin — dogasających istnień — dokonywających się wszechprzemian. W tym śnie — czy w tym zgonie,..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 36
" Białe piwonie spadły mi na piersi i budziły subtelnym zapachem... Budził mię ich szept niespokojny — Wołanie życia... * * * Błądziłem w lesie pogańskim, którego wierzchołki drzew przyjmowały dumnie odwiedziny królewskich promieni słonecznych, nie pozwalając im przeniknąć do..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 37
" Dźwięki pieśni dziwnej... Prastarej. — Wszystko, co poprzez życia przestworza przemknęło w szalonym pędzie — zmartwychwstało w tych dźwiękach... Ludzie podobni bogom — szał boski — szakale namiętności — i wieczny poprzez wieki wieków — jęk niewoli. Na krużgankach,..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 38
" Duch mój stykał się z rzeczywistością... * * * Szedłem po wytwornych chodnikach, oddychając lekko, — bez trosk. Zewsząd wiało spokojem, kulturą. Mijali mię ludzie o czołach wydętych myślą, zadumanych oczach i rozumnych ustach. Jedni zajmowali się konstatowaniem śmierci, lub..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 39
" zabijania sobie podobnych. Niektóre wytworne, jak cacka, bogato nabijane złotem. Śmiercionośne... na daleką metę... Szedłem dalej. Naraz usłyszałem krzyki przerażenia, jęki śmiertelnego bolu i dzikie wycie. Zwierzęta w postaciach ludzkich pędziły na koniach, wrzynając się w..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 40
" — Przechodzimy walkę, która wstrząsała i wstrząsać będzie światem. Ewolucyę ideowe mają jedne koleje. Wolność idzie krwawemi tory — sprawiedliwość w mogiłach bierze życie. W tej walce nic nam nie będzie oszczędzone — i my nie mamy prawa nikogo oszczędzać. Gasimy nieraz..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 41
" Głos mówcy znów płynął: — Przyszła stanowcza chwila. Czy jesteście gotowi? Odpowiedział mu groźny poszum, niby echo wielkiej burzy. Głowę przechylił, jakby wyławiał z tego poszumu moc i siłę jego natężenia. — Czy będziecie mieli dość siły, aby zrzucić jarzmo? —..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 42
" zbliży do tej urny ten, kto ma czyste myśli, mężną dłoń i odważne serce. Trzy sylwetki zbliżyły się do stołu. I naraz cień dziewczyny odsunął się od ściany i stanął obok nich. Już tylko ją jedną widziałem. Ręka biała, jak obłok, zawisła nad stołem i uniosła się w..."
Czarnemi czcionkami... cz. 2 - strona 43
" Jasność zgasła — i była cisza, o której się wie chyba po przejściu wiecznej świątyni... * * * Stanąłem przed Mauzoleum twej duszy, dziewczyno... Przestąpiłem jego próg... widziałem cię — i byłem z Tobą... Jak w granicie wykułaś we mnie wyraz tego, o czem słowo nie..."