Czarne godziny : powieść współczesna cz. 3 - strona 57
Harnasz spojrzał na chłopaka, który znowu ze swej strony badał zaspanemi oczyma swego towarzysza i zawołał:
— A wiec w drogę! Słuchaj, na jegomościa pole! Całe pole zejdziemy.
Potem spojrzał raz jeszcze na swego zasmolonego i brudnego przewodnika, uśmiechnął się i westchnął.
— Staszek, poczciwy Staszek! — szepnął sam do siebie — co też tam we Lwowie robi poczciwy chłopczyna!
I pochyliwszy głowę w zamyśleniu
Darmowa reklama:
środki czystości
Tylko teraz - na wyciągnięcie ręki - środki czystości - sprawdzone firmy.
www.zablocki.pl
szedł za małym Onufrym.
Tymczasem pan Anzelm stanął pod oknem i patrzył za odchodzącym. Widział jak Harnasz z swym przewodnikiem wyszli z podwórza i po pod wieś skręcali ścieżką na pole. Pan Anzelm niemógł jakoś oderwać oczu od dziwnego staruszka, który w tak niepojęty, zagadkowy przedstawił mu się sposób.
Harnasz szedł żwawym krokiem z barkami lekko pochylonemi, wiatr igrał z jego siwym włosem i podwijał poły długiej, szarej kapoty. Tuż obok niego biegł chłopak, dotrzymując kroku starcowi, a z tyłu kłusował pies wierny pana Anzelma, podejrzliwy, z najeżoną sierścią, z postawionemi uszyma, pawąchując kij sękaty, na którym się opierał Harnasz.
Wiatr gwałtowny szumiał i gwizdał na przemiany... Panu Anzelmowi zdawało się, że dziwny gość jego nietylko chłopaka i psa ale i wiatr zabrał z sobą z podwórza — bo istotnie wiatr jakby się przypiął do stóp starca, huczał za nim