Czarne godziny : powieść współczesna cz. 3 - strona 44
Biednemu szlachcicowi oczy rozgorzały rozpaczą.
— Niemożna, nie puszcze — mówił na pół groźnym, na pół błagalnym szeptem — Moja żona tam leży, ona chora, zmiłuj ze się żydzie... pojutrze, jutro bierz wszystko, ale dziś. odstąp pijawko...Żyd milczał zacięty, a woźny uciekał się znowu do protekcjonalnego tonu perswazji. Anzelm stał przed drzwiami nieruchomy. W tej chwili dał się słyszeć jęk cichy z drugiego pokoju. Chora zapewne przez sen go wydała...
Darmowa reklama:
Szkło kominkowe gięte
Tylko teraz - na wyciągnięcie ręki - Szkło kominkowe gięte - sprawdzone firmy.
www.wegierglass.com.pl
/>Anzelm drgnął cały, oczy błysnęły mu gwałtownie, odepchnął woźnego i podniósł pięść groźnie do góry...
Nagle jednak spojrzał ku oknu i spuścił dłoń podniesioną.
— Chwilkę tylko, doktor przyjechał!... — rzekł półgłosem do woźnych.
Istotnie dał się słyszeć na podwórzu turkot i pies głośno zaszczekał. Woźni machinalnie zatrzymali się na miejscu i spoglądali jakby w zakłopotaniu to na siebie, to na żydka, który stał spokojny i zimny.
Drzwi się rozwarły nagle i do pokoju wszedł jakiś mężczyzna w szarej burce. Anzelm spojrzał nań niecierpliwie i na twarz wystąpił mu wyraz doznanego zawodu:
— To nie doktor! Gdzież doktor!... — jęknął prawie zrozpaczony.
Mężczyzna nowoprzybyły rzucił okiem około siebie i ukłonił się z lekka na powitanie. Potem zrzucił z siebie burkę i postąpił naprzód, jak gdyby szukał gospodarza. Był to człowiek w bardzo podeszłym już wieku. Ubrany był w szara