Czarna Perełka cz. 2 - strona 45
- Nie chcę dobadywać się przyczyn, które tę apatię w tobie zrodziły, panie Zbigniewie, chociaż mnie, staremu doktorowi, wolno by było odgadnąć je, odsłonić i po ojcowsku za nie połajać. Zbigniew się żywo poruszył... czuł się odgadniętym, wstyd mu było...
- Toż samo, co cię pchnęło w pogoń za panną Lenorą, co było przyczyną tych ran i wypadku, dzisiaj zrodziło zwątpienie i zobojętnienie dla życia. Pozwól sobie powiedzieć, że pojmując miłość młodzieńczą, choć doktorem jestem, nigdy jej tak prozaicznie nie wyobrażałem sobie, ażeby pragnęła koniecznie być zaspokojoną brutalnie lub skazywała na śmierć. Miłość, jak ja ją stary rozumiem, choćby była bez nadziei, winna do życia budzić, a nie zniechęcać do niego. Nie jestże szczęściem widzieć istotę ukochaną, służyć jej z zaparciem się i z dala po
Darmowa reklama:
Imprezy integracyjne Poznań
Tylko teraz - na wyciągnięcie ręki - Imprezy integracyjne Poznań - sprawdzone firmy.
www.cros-quady.pl
cichu uwielbiać? Może to pojęcia mojego wieku... ale uczciwą miłość, w której nie ma egoizmu, taką sobie przedstawiam.
Zbigniew coraz bardziej był pomieszany.
- Szanowny konsyliarzu, budujesz przypuszczenia, do których ja, nie rozumiem prawdziwie, jak mogłem dać powód? czym?
- Doktor musi być jasnowidzącym...
- I może się mylić.
- Może, to prawda! Zobaczymy więc jutro, pojutrze, czy kochasz matkę szczerze, a pannę Lenorę tak, jak powinieneś ją kochać... czystym sercem wdzięcznego wychowańca. Zresztą - dorzucił doktor, wstając - kto ma życie, ma wszystko. Dzieją się cuda... spodziewać się można zawsze... póki w piersi tchnienie... póki w sercu bicie.
Na tym przerwaną została rozmowa... a że doktor po raz pierwszy oglądał podtatrzańską okolicę, wyszedł przypatrywać się łańcuchowi gór i studiować florę i fizjonomię kraju dla siebie nowego.
Nadto miał wszakże na myśli i sercu, ażeby z wielką uwagą badaniom się tym poddać; los Zbigniewa i ostatnie słowa Lenory zajmowały go najmocniej. To - kocham innego! - tkwiło mu w umyśle nierozwiązane dlań i niezrozumiałe. Byłże ktoś zupełnie nieznany czy wreszcie ów wdzięczny i zręczny magnat węgierski, czy lord, o którego zajęciu się Lenorą w całej mówiono Warszawie. Odgadnąć było trudno, pytać niegrzecznie... a stary wszakże był ciekawym człowieka, który to serce mógł pozyskać.
Dumał tak chodząc po trawniku i przypatrując się uroczemu obrazowi łańcucha gór w oddaleniu, gdy Lenorą wyszła z chaty, ubrana całkiem czarno, tak jak wówczas chodzili wszyscy, z wyrazem twarzy poważnym, ale spokojnym. Zbliżyła się do herboryzującego, dotknęła jego ramienia i powitała go uśmiechem.