Cyrano de Bergerac cz. 3 - strona 59
- A brat twój?
- Brata nie potrzebuję się obawiać. Jest on daleko stąd. Zresztą, cóż brat mógłby postawić
przeciw temu świadectwu oraz przeciw memu osobistemu zeznaniu? Dotąd niegodna uczciwego
serca nadzieja powstrzymywała mnie od tego zeznania. Teraz postanowiłam wszystko
powiedzieć.
- Nie uwierzą ci. Pan de Lamothe zbyt jest uprzedzony do Manuela.
- Pokażę księgę.
- Powiedzą, że podrobiona. My, Zillo, słabe kobiety, nie posiadamy dość siły, aby walczyć
z władzą, która uparła się, cokolwiek będzie, postawić na swoim. Tu potrzebna ręka mężczyzny.
- Mężczyzny? Znam jednego, który z całym poświęceniem ofiarowałby nam swą pomoc,
ale ten właśnie, jak mówiłaś, pani, jest nieobecny.
- Pan de Bergerac?
- Tak.
- Być może, iż powrócił?
I podszedłszy do drzwi, Gilberta przywołała służącego.
- Wilhelmie - rozkazała - idź do mieszkania pana de Bergerac i dowiedz się, czy powrócił.
Będź ostrożny, spraw się dobrze i prędko.
Nieznaczna przestrzeń dzieliła Dom Cyklopa od zajazdu, w którym przemieszkiwał poeta.
Podczas gdy Wilhelm przebywał ją krokiem pośpiesznym, obie młode kobiety rozmawiały
o swych projektach.
Rozmowa trwała niedługo, służący zjawił się wkrótce
Darmowa reklama:
Kuchnie meble
Tylko teraz - na wyciągnięcie ręki - Kuchnie meble - sprawdzone firmy.
vernotti.pl
z powrotem.
- Pana de Bergerac nie ma jeszcze w Paryżu - oznajmił wchodząc. - Nikt też nie wie dokładnie,
kiedy powróci.
- Ha! - rzekła smutno Gilberta - Bóg nam nie sprzyja.
- Pójdę jutro sama do pana de Cyrano - oświadczyła Zilla. - Może lepiej mnie się powiedzie.
- Czy będziesz miała siłę? Jesteś jeszcze bardzo osłabiona.
- Przemogę swą słabość. I tak już za długo trzyma mnie w domu.
- Podzielisz się ze mną wiadomościami?
- Otrzymasz je pani przez pana de Cyrano, jeśli z nim się zobaczę. Tymczasem - dodała
ciszej - spełnij pani moją prośbę i oddaj naszyjnik.
- Nie, Zillo. Nadzieje nasze mogą okazać się zawodnymi i na wszelki wypadek trzeba
mieć broń pod ręką.
- Postawię na swoim, zobaczysz, pani. Mam dobre przeczucie.
- W takim razie nie powinnaś mieć żadnej obawy o mnie.
- W żadnym wypadku nie będziesz potrzebowała posługiwać się strasznym podarkiem,
który ode mnie otrzymałaś.
- Kto wie! - szepnęła Gilberta w zamyśleniu.
I okazawszy ruchem stanowczym, że za żadną cenę naszyjnika nie odda, pożegnała szybko
Cygankę i wyszła w towarzystwie Wilhelma.
Ten ostatni, stary sługa rodziny de Faventines, przywykły do ślepego wykonywania woli
swej pani, odprowadził Gilbertę do pałacu, ani jednego pytania nie śmiejąc zadawać jej w
drodze.
Zaleciwszy Wilhelmowi zupełne o wszystkim milczenie, panna de Faventines udała się do
swego pokoju, niczyjej uwagi na siebie nie zwróciwszy, i po raz pierwszy od wielu dni spokojnie
zasnęła.
XL
Ale Zilla spać nie mogła.
Gdy niepewne światło poranku wniknęło do komnatki Cyganki, wstała i spróbowała sił,
przechadzając się na małej przestrzeni od łóżka do okna.
Była jeszcze bardzo osłabiona i tylko podniecenie nerwowe dodawało jej mocy.
Mimo wszystko ubrała się, wydobyła z ukrycia księgę przez ojca zapisaną i wolnym krokiem
zeszła na niższe piętro.
W izbie noclegowej spotkała odźwierną, która na jej widok nie mogła powstrzymać okrzyku
zdziwienia.
- Panna Zilla wychodzi? - spytała.
- Wychodzę - odrzekła krótko Cyganka.
- Ależ, kochanko, blada jesteś jak śmierć. Na każdym skręcie ulicy upaść możesz bez sił.
- Nie upadnę!
Wyszła na ulicę, nic więcej nie mówiąc. Stara patrzyła na nią wzrokiem litościwym, potem
rzekła, wzruszając ramionami:
- Wreszcie, cóż mnie to wszystko obchodzi?
Świeże powietrze dobrze oddziałało na Zillę. Posuwając się z wolna i przystając chwilami